I stworzył człowiek Boga na swoje podobieństwo, a Bóg, uformowany przez człowieka, zaczął tworzyć człowieka. Ten człowiek, w odpowiedzi na boskie działanie, znów zaczął formować Boga, w nieskończonym cyklu. Tak powstał fraktal stworzenia – nieskończona spirala, w której człowiek i Bóg współistnieją jako twórcy siebie nawzajem, tworząc wieczny obraz, gdzie granice pomiędzy stwórcą a stworzeniem zaczynają się zacierać.

Moi drodzy, planowałem napisać artykuł o słowiańskich bogach. Jednak dopadła mnie myśl a skąd się wzięło samo pojęcie bogów? Nad istot, stwórców wszystkiego. Wstępnie moje myśli powędrowały w antropologie i badania zachowań społeczeństw prymitywnych. Faktycznie pojęcie boga może wynikać z obserwacji hierarchii społecznych, gdzie naturalnie istniał lider lub zwierzchnik na różnych poziomach społecznych, od rodziny po większe grupy, jak klany czy plemiona. W związku z tym, naturalnym wydawało się, że musi istnieć również jakiś „przewodnik” na poziomie wszechświata, ktoś, kto ma kontrolę nad wszystkimi aspektami życia i natury.
Dodatkowo, zjawiska, które były dla ludzi niezrozumiałe – takie jak pioruny, deszcz, cykle życia i śmierci – łatwiej było przypisać działaniu wyższych, nadprzyrodzonych sił. W ten sposób zrodziły się różne bóstwa odpowiedzialne za poszczególne sfery życia i natury, co można zaobserwować w mitologiach wielu kultur.
Jest jeszcze jedna myśl, która mnie „gnębi” chodzi o tzw. teorie umysłu podzielonego (ang. bicameral mind theory), która została zaproponowana przez amerykańskiego psychologa Juliana Jaynesa w jego książce The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind (1976). Jaynes sugerował, że świadomość, jaką rozumiemy dzisiaj, wykształciła się stosunkowo niedawno w historii ludzkości. Przed tym ludzie funkcjonowali w stanie umysłu „dwukomorowego”, gdzie różne części mózgu nie były jeszcze w pełni zintegrowane, co prowadziło do tego, że osoby mogły doświadczać „głosów”, które interpretowali jako głosy bogów lub duchów.
Według tej teorii, wcześni ludzie mieli tendencję do słyszenia halucynacyjnych głosów, które mogły być efektem działania prawej półkuli mózgu, odpowiadającej za kreatywne myślenie i intuicję. Z kolei lewa półkula, odpowiedzialna za język i logikę, interpretowała te sygnały jako komunikaty od bóstw. Jaynes uważał, że zjawisko to mogło tłumaczyć początkowe rozumienie nadprzyrodzonych istot oraz wykształcenie wczesnych religii.
Chociaż teoria ta jest kontrowersyjna i nie jest szeroko akceptowana wśród dzisiejszych neurobiologów i psychologów, to jest ciekawym wyjaśnieniem wczesnych form religijności i wierzeń w bóstwa. Można ją rozważyć jako ciekawy punkt odniesienia w dyskusji na temat powstawania pojęcia bogów i duchowości, szczególnie w kontekście społeczeństw przedpiśmiennych. Zobaczcie, że dzisiaj mało kto ma „widzenia” lub „głosy” od stwórców (lub jest ich po prostu mniej, pomijam fakt, że przeważnie interpretujemy je jako objawy chorób). Wydaje się, że wcześniej było takich osób więcej.
Czy w takim razie, możemy założyć, że jesteśmy „Twórcami bogów”?
Carl Jung, szwajcarski psycholog i twórca psychologii analitycznej, stworzył koncepcję archetypów, które są uniwersalnymi, prymitywnymi wzorcami myślenia, tkwiącymi głęboko w ludzkiej podświadomości. Jung uważał, że archetypy stanowią fundamentalne struktury ludzkiego doświadczenia i świadomości, i przejawiają się w mitach, religiach, snach, a także w sztuce.
Mamy więc Boga Ojca (np. Zeus, Jahwe) – symbolizuje autorytet, porządek, praworządność i moralność. Jest archetypem władzy, sprawiedliwości i porządku. Mamy też Boginie Matkę (np. Demeter, Isztar) – uosabia płodność, ochronę, cykle życia i naturę. Archetyp matki jest głęboko zakorzeniony w ludzkiej podświadomości jako symbol opieki, karmienia i życia. Jest też Trickster (np. Loki, Hermes) – archetyp postaci, która łamie normy, jest zwodnicza, lecz często odgrywa istotną rolę w zmianie i transformacji. Trickster symbolizuje siłę chaosu i zmian, które są niezbędne do ewolucji i rozwoju. Wreszcie możemy też przytoczyć Cień który symbolizuje ukryte, wypierane aspekty naszej osobowości. W mitologii może być przedstawiany jako demony, złe bóstwa lub bóstwa związane z destrukcją (np. Hades, Szatan).
Dla Junga archetypy te nie są wymyślone przez człowieka w danym momencie historycznym, ale są elementami zbiorowej nieświadomości, wspólnej wszystkim ludziom, niezależnie od kultury czy epoki. Bogowie, według Junga, to sposób, w jaki człowiek projektuje swoje wewnętrzne doświadczenia na zewnątrz, tworząc mity i religie, które pomagają mu zrozumieć i nadać sens rzeczywistości. Z kolei Friedrich Nietzsche w swoim dziele „Tako rzecze Zaratustra” ogłasza, że „Bóg umarł”, nie ma na myśli dosłownej śmierci boskiej istoty, ale raczej wskazuje na upadek tradycyjnych wartości religijnych i moralnych, które w kulturze Zachodu przez wieki były kształtowane przez religię chrześcijańską. Dla Nietzschego śmierć Boga oznaczała, że ludzkość nie może już polegać na religijnych systemach moralnych, które przez długi czas dostarczały człowiekowi sensu życia, wartości i kierunków działania.
W kontekście Nietzschego można interpretować jako głos krytyczny wobec koncepcji, że człowiek stworzył Boga, aby nadać sens i strukturę swojemu życiu. Dla niego Bóg (lub bogowie) to konstrukty, które miały na celu nadanie światu moralnego porządku, ale były również formą usprawiedliwienia ludzkiej słabości i ograniczeń.
Nietzsche twierdził, że religie (szczególnie chrześcijaństwo) powstały jako odpowiedź na ludzką potrzebę sensu i moralności. Człowiek, niezdolny do przyjęcia, że jego życie nie ma obiektywnego sensu ani uniwersalnej prawdy, stworzył Boga jako ostateczne źródło tych wartości. W tej perspektywie Bóg był tworem człowieka, który pozwalał uniknąć odpowiedzialności za własne życie i decyzje. Nietzsche krytykował to podejście, twierdząc, że wiara w Boga i religię tłumiła ludzką wolność i potencjał, tworząc tzw. moralność niewolników – system etyczny oparty na pokorze, wyrzeczeniu i posłuszeństwie wobec autorytetu. Dla Nietzschego prawdziwe wyzwolenie człowieka polegało na odrzuceniu religijnych nakazów i stworzeniu własnych wartości – tym samym, zamiast tworzyć bogów, człowiek powinien stworzyć samego siebie.
W odpowiedzi na „śmierć Boga”, Nietzsche przedstawił koncepcję nadczłowieka (niem. Übermensch), czyli jednostki, która potrafi odrzucić konwencjonalne wartości i stworzyć własny system moralny, niezależny od religii czy zewnętrznych autorytetów. Nadczłowiek to symbol siły, niezależności i kreatywności, zdolny samodzielnie nadawać sens swojemu życiu bez potrzeby odwoływania się do nadprzyrodzonych bytów.
W tym kontekście można interpretować, że „tworzenie bogów” przez ludzi było formą unikania odpowiedzialności za własne życie. Religia i pojęcie Boga służyły jako oparcie dla tych, którzy bali się wolności i samodzielności. Nietzsche sugeruje, że prawdziwa siła człowieka objawia się wtedy, gdy potrafi on sam nadać swojemu życiu znaczenie, bez konieczności projektowania tego sensu na zewnętrzne, boskie istoty.
Nietzschego krytyka religii ma również głębokie znaczenie w kontekście współczesnych debat na temat roli religii w społeczeństwie. Wiele osób uważa, że w coraz bardziej zsekularyzowanym świecie, gdzie tradycyjne wartości religijne tracą na znaczeniu, ludzkość musi znaleźć nowe źródła sensu. Dla niektórych oznacza to zwrot ku nauce, etyce świeckiej, czy indywidualnej duchowości, podczas gdy inni poszukują nowych form religii i wierzeń, które lepiej odpowiadają współczesnym potrzebom.
Perspektywa Nietzschego pasuje do tezy, że ludzie są „twórcami bogów”, ponieważ pokazuje, jak człowiek wykorzystuje ideę boskości, aby zaspokoić swoje psychologiczne i społeczne potrzeby. Jednak Nietzsche idzie o krok dalej, sugerując, że to „tworzenie bogów” nie tylko pomagało ludziom znaleźć sens, ale także stało się przeszkodą w pełnym rozwoju ich potencjału. W jego wizji, odrzucenie bogów i stworzenie własnych wartości było kluczowym krokiem ku autentycznemu istnieniu i wolności. A może uznał, ze ludzie powinni dążyć (poprzez ustalenie własnych wartości i odpowiadanie za nie) bycia bogiem? Czy to nie jest jakaś forma oświecenia?
To akurat temat na inne rozważania.
Zastąpienie Boga przez obcych
W miarę jak ludzkość zaczęła odchodzić od tradycyjnych religijnych wierzeń, pojawiła się potrzeba nowych form duchowości i transcendencji. Wiara w istoty pozaziemskie może być postrzegana jako współczesny odpowiednik boskich sił. Obcy zostali przedstawieni jako istoty bardziej rozwinięte niż ludzkość, które często przybierają rolę nauczycieli, przewodników lub wręcz zbawców naszej cywilizacji.
W latach 50. i 60. XX wieku, w okresie intensywnych zmian społecznych i politycznych, wielu ludzi poszukiwało nowych źródeł nadziei i sensu. W tym kontekście obcy stali się postaciami, które wypełniały duchową pustkę pozostawioną po zanikających tradycjach religijnych. Filmy science-fiction, takie jak Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (1951), często przedstawiały obcych jako bardziej rozwinięte moralnie istoty, które mogą przynieść ludzkości pokój i nowe technologie. Ich rola przypominała „boskich posłańców”, którzy przybywają, aby poprowadzić ludzkość ku lepszej przyszłości. Świat nauki bardziej skłaniał się ku twierdzeniom, że jeżeli „oni” tam są, to ich zaawansowanie technologiczne musi prowadzić do wysoce rozwiniętych form społecznych i moralnych. Tyle, że my będąc bardziej zaawansowani odwiedziliśmy tych mniej zaawansowanych i nie staliśmy się nauczycielami a wręcz ciemiężycielami i mordercami.

I właśnie z drugiej strony, w tym samym okresie, obcy często byli przedstawiani jako zagrożenie, co również wpisuje się w pewne tradycje religijne, gdzie bogowie i nadprzyrodzone siły mogą zarówno chronić, jak i niszczyć. Pojęcie apokalipsy, które odgrywało ważną rolę w wielu religiach, zostało przekształcone w kontekście science-fiction jako inwazja obcych, która zagraża istnieniu ludzkości. Obcy stali się współczesnym odpowiednikiem gniewnych bogów, którzy mogą zniszczyć ludzkość za jej grzechy, niewłaściwe zachowania lub niewłaściwe zarządzanie Ziemią.
Teza, że obcy mogli stać się spadkobiercami naszych dążeń moralnych i duchowych, wydaje się na pierwszy rzut oka nieco kontrowersyjna, lecz przy założeniu, że poszukujemy wyższych wartości w istotach wyższych, może to mieć pewien sens. W wielu relacjach dotyczących spotkań z istotami pozaziemskimi (np. tzw. bliskie spotkania trzeciego stopnia), obcy są przedstawiani jako ci, którzy posiadają wyższy poziom świadomości i moralności. Często to właśnie oni mają pomóc ludzkości rozwiązać jej problemy, takie jak wojny, zanieczyszczenie środowiska czy globalne ocieplenie. W tym kontekście obcy przyjmują rolę moralnych przewodników, którzy, podobnie jak dawni bogowie, mogą dać ludzkości mądrość i wskazówki.
Jednak równie często są przedstawiani jako niszczyciele – przybywający, aby ukarać ludzkość za jej błędy, co przypomina narracje o bogach karzących za grzechy. W tym momencie można zadać pytanie, czy nowa „wiara” w obcych nie jest po prostu inną formą mitologii, którą człowiek tworzy, aby zrozumieć swoje miejsce w kosmosie. Zamiast dawnych bogów, mamy teraz nowe byty – bardziej zaawansowane technologicznie istoty z innych światów, które pełnią te same funkcje: dają nadzieję, są moralnym kompasem albo strażnikami zagłady.
Co ciekawe, te założenia opierają się w dużej mierze na kulturze masowej, co komplikuje proces poznania. Z perspektywy współczesnej można to uznać za swoisty „fikołek” myślowy, lecz zakładając istnienie obcych i wierząc, że są oni moralnie, społecznie i technologicznie „lepsi”, możemy dostrzec w tym pewną logikę. Dodając do tego poszukiwanie obcych oraz analizowanie ich jako pewien odpowiednik modlitwy, zaczyna to tworzyć nowy, możliwy model duchowości, który, choć oparty na współczesnej mitologii, może mieć dla ludzi istotne znaczenie.
A może tak naprawdę nie widzimy Boga i nie jesteśmy wstanie go wstanie poznać?
Percepcja postrzegania Boga
W fizyce i matematyce istnieje koncepcja wielowymiarowości, w której nasz wszechświat postrzegany jest jako mający więcej niż trzy wymiary przestrzenne i czasowy. Według niektórych teorii (np. teorii strun), istnieją inne wymiary, które są dla nas niedostępne, ponieważ nasza percepcja ogranicza się do czterech wymiarów (trzech przestrzennych i czasu). W tym kontekście, jeśli Bóg jest istotą wielowymiarową, mógłby istnieć w wymiarach, które są poza naszym zasięgiem poznawczym.
Tak jak „płaszczak” (teoretyczna istota dwuwymiarowa) nie może w pełni zrozumieć obiektu trójwymiarowego, my jako ludzie możemy być ograniczeni do widzenia jedynie fragmentów boskości, które przejawiają się w naszym czterowymiarowym świecie. Każda próba przedstawienia Boga w naszych kategoriach może być jedynie przybliżeniem, uproszczeniem, które nie oddaje pełni jego natury.
Filozofowie, tacy jak Immanuel Kant, rozważali ograniczenia ludzkiej percepcji. Kant twierdził, że nie możemy poznać „rzeczy samych w sobie” (Ding an sich), ale jedynie ich fenomeny, czyli to, jak jawią się nam w naszym ograniczonym poznaniu. Bóg, jako istota spoza naszego wszechświata, byłby przykładem „rzeczy samej w sobie”, którą możemy próbować pojąć jedynie za pomocą symboli, mitów i religii. Nie mamy dostępu do jego pełnej istoty, ponieważ nasza percepcja jest ograniczona przez nasze wymiary i struktury poznawcze.
Przykład o którym wspomniałem na związek z teologią apofatyczną, znaną także jako teologia negatywna. W tej tradycji teologicznej zakłada się, że nie jesteśmy w stanie opisać Boga pozytywnymi określeniami, ponieważ wszelkie nasze opisy Boga są ograniczone przez nasz język i zrozumienie. Możemy jedynie mówić, czym Bóg nie jest, ale nie jesteśmy w stanie w pełni pojąć, kim lub czym jest. Ta idea dobrze współgra z tezą, że Bóg może być istotą z innego wymiaru, której nie jesteśmy w stanie w pełni dostrzec ani zrozumieć z powodu naszych własnych ograniczeń percepcyjnych.
Koncepcja istot z innych wymiarów była też rozważana w bardziej naukowych kontekstach. Michio Kaku i inni fizycy zajmujący się teorią strun sugerują, że wyższe wymiary mogą istnieć, a istoty, które żyją w tych wymiarach, mogłyby być dla nas całkowicie niewidoczne lub widoczne jedynie fragmentarycznie. Gdyby Bóg lub inne byty wyższego rzędu istniały w tych wymiarach, nasze doświadczenie ich byłoby jedynie cieniem ich pełnej egzystencji, analogicznie do tego, jak „płaszczak” widzi tylko wycinek kuli (nie dostrzega jej trójwymiarowości a jedynie dwuwymiarową jej reprezentacja, ta hipotetyczna istota zobaczy tylko linię, raz dłuższą raz krótszą ale tylko linię, nie zobaczy przestrzeni, nie będzie widział całości obrazu. Nawet oglądając kule z kilku miejsc i pod różnymi katami, zawsze to będzie linia. Wyobraźcie sobie teraz jak dwuwymiarowy „płaszczak” będzie widział okrąg? Będą to dla niego dwie kropki i jeżeli okrąg będzie się poruszał to owe kropki będą się do siebie zbliżać lub oddalać).

Czyli co, stworzyliśmy sobie Boga, dostosowując swoją egzystencjalność do jego istnienia? Niejako spłaszczając jego wizje do formy będącej zgodną z naszym poznawaniem otoczenia? Może to po prostu kolejny starszy siwy pan niczym wójt wioski, wódz plemienia czy rada starszych?
Morze dawno temu źle napisano, i należy poprawić tekst „i stworzył człowiek Boga na swoje podobieństwo” – w średniowieczu, za coś takiego poszedłbym na stos.
A może to zbiorowa świadomość tworzy boga?
Jak wspomniałem wcześniej, Carl Jung wprowadził pojęcie zbiorowej nieświadomości, która jest wspólnym zasobem doświadczeń, symboli i archetypów, obecnych w ludzkiej psychice niezależnie od kultury i miejsca na Ziemi. Zgodnie z tą teorią, bóstwa i bogowie mogą być wytworami tej zbiorowej nieświadomości, uosabiającymi nasze najgłębsze pragnienia, lęki i dążenia.
Jung sugerował, że bogowie są projekcją ludzkich archetypów, takich jak archetyp Ojca, Matki, Cienia czy Bohatera. W ten sposób można rozumieć, że zbiorowa świadomość – czyli wspólne doświadczenia i symbolika obecna w całych społeczeństwach – tworzy idee bogów, które są uosobieniem sił, które rządzą naszym życiem. Zatem bóg mógłby być tworem zbiorowej ludzkiej nieświadomości, wyrażającym wspólne potrzeby i pragnienia całej ludzkości.
W kontekście filozoficznym, pewne nurty sugerują, że rzeczywistość jest kształtowana przez świadomość, a nie na odwrót. Takie podejście można znaleźć w niektórych koncepcjach idealizmu filozoficznego. Przykładem może być George Berkeley, który twierdził, że rzeczy istnieją, ponieważ są postrzegane – nie tylko przez pojedyncze jednostki, ale przez wspólnotę świadomości. W tym sensie, jeśli cała ludzkość tworzy obraz Boga w swojej świadomości, można by założyć, że ten Bóg rzeczywiście istnieje jako koncept i siła kształtująca naszą rzeczywistość, ponieważ jest wspólnie doświadczany przez wielu ludzi.
W religiach wschodnich, takich jak hinduizm czy buddyzm, istnieją pojęcia bliskie idei zbiorowej świadomości tworzącej bóstwa. W hinduizmie, Bóg (czyli Brahman) jest wszechobecną siłą, która jest zarówno transcendentna, jak i immanentna we wszystkim, co istnieje. Można powiedzieć, że świadomość wszystkich istot jest częścią tej boskiej całości. Z kolei w niektórych szkołach buddyjskich (szczególnie w buddyzmie mahajany), istnieje koncepcja, że świadomość ludzka jest kluczowa w tworzeniu rzeczywistości i że cała rzeczywistość jest wynikiem kolektywnej karmy oraz wspólnych doświadczeń.
Te tradycje sugerują, że zbiorowa świadomość jest w stanie kreować rzeczywistość, w tym również boskie postacie i siły, które odzwierciedlają wspólne dążenia ludzkości. Bóstwa w tych religiach są często postrzegane jako emanacje tej zbiorowej duchowości i mądrości.
W bardziej współczesnych rozważaniach filozoficznych pojawia się również koncepcja, że bóstwa i bogowie mogą być tworami kultury, które zyskują moc i realność poprzez zbiorowe przekonania. Filozof Jean Baudrillard wprowadził pojęcie symulakrum, czyli kopii czegoś, co nigdy nie miało oryginału. W kontekście religii można rozważyć, że nowoczesne formy duchowości, jak np. wierzenia w kosmitów czy ideologie, mogą funkcjonować jako nowe formy bóstw, które są tworzone przez kulturę i społeczeństwo, a które zyskują siłę przez kolektywne przekonania i pragnienia.
Idąc tym tokiem myślenia, można by wysunąć hipotezę, że Bóg jest emanacją zbiorowej ludzkiej świadomości, która przez wieki projektowała swoje pragnienia, lęki i aspiracje w formie boskich postaci. To nie tylko psychologiczny mechanizm, ale także proces kulturowy, w którym ludzkość, na przestrzeni dziejów, tworzyła bogów, aby odpowiadać na fundamentalne pytania o życie, śmierć, moralność i naturę wszechświata.
Współczesne formy duchowości, jak New Age czy różne ruchy ezoteryczne, często odwołują się do koncepcji, że rzeczywistość i bogowie są kształtowani przez zbiorową świadomość. Popularne idee o „mocy myśli” czy „manifestacji” również wpisują się w tę narrację, sugerując, że nasze przekonania mogą tworzyć realne efekty w świecie zewnętrznym, w tym również tworzyć koncepty duchowe czy boskie.
A co jeżeli świadomość to namacalny „dotyk” Boga?
Opisałem Wam myśl o tym, ze świadomość stworzyła Boga, a jeżeli jest odwrotnie? W tradycjach religijnych, takich jak chrześcijaństwo, judaizm czy islam, idea, że Bóg tchnął w człowieka życie, jest fundamentalnym motywem co jeżeli nie chodziło o życie w formie fizycznej?. W chrześcijaństwie, opis stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju mówi, że Bóg ukształtował człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, co uczyniło go istotą żywą. To „tchnienie” można interpretować jako nadanie człowiekowi świadomości i duszy, czyli cech, które odróżniają go od innych form życia.
W ten sposób świadomość staje się emanacją boskiej obecności w człowieku – czymś, co sprawia, że ludzie mają zdolność do refleksji, moralnego osądu, zadawania pytań o sens istnienia i wchodzenia w relację z Bogiem. Dusza, będąca częścią tej świadomości, jest często traktowana jako element nieśmiertelny, wieczny, który łączy nas z boską sferą. W filozofii, zwłaszcza w koncepcjach neoplatonizmu i późniejszych nurtów myśli chrześcijańskiej, świadomość była często utożsamiana z boską iskrą w człowieku. Plotyn oraz inni neoplatonicy uważali, że dusza jest fragmentem boskiej esencji, która przenika wszechświat. Z tego punktu widzenia, świadomość ludzka była czymś więcej niż tylko zdolnością do myślenia – była przejawem boskiej obecności w świecie materialnym.

Filozofowie, tacy jak Rene Descartes, również nawiązywali do tego motywu. Descartes, twórca słynnego powiedzenia „Cogito, ergo sum” (Myślę, więc jestem), podkreślał, że świadomość jest podstawowym dowodem istnienia człowieka, a tym samym dowodem na istnienie Boga jako dawcy tej świadomości. Według Descartes’a, świadomość była darem od Boga, który dał człowiekowi zdolność do samorefleksji, intelektu i poznania prawdy.
Niektórzy filozofowie, tacy jak Teilhard de Chardin, uważali, że świadomość nie jest tylko atrybutem jednostki, ale czymś większym, co zbliża całą ludzkość do punktu kulminacyjnego, który określił jako Punkt Omega – moment, w którym świadomość całego wszechświata osiągnie jedność z boskością. Znaczyło by to, że świadomość jest ewolucyjnym procesem, który prowadzi nas ku zrozumieniu i jedności z boskością. Idea, że świadomość może być formą „dotyku” Boga, dobrze wpisuje się w wiele tych tradycji. Świadomość byłaby wówczas nie tylko narzędziem poznania świata, ale także drogą do poznania Boga i duchowego wymiaru rzeczywistości. Świadomość pozwala człowiekowi nie tylko funkcjonować w świecie materialnym, ale również zadawać pytania o sens istnienia, moralność, transcendencję – czyli te pytania, które prowadzą do doświadczenia boskości.
W tym kontekście dusza i świadomość mogą być rozumiane jako elementy, które stanowią łącznik między człowiekiem a tym, co transcendentne – bogiem, bogami, czy istotą, taką jak Gaja. Świadomość, jako „tchnienie” lub „dotyk” Boga, daje nam zdolność do refleksji nad tym, co wykracza poza nasze bezpośrednie doświadczenie, pozwalając nam wejść w kontakt z boską sferą istnienia.
A może zbliżamy się do momentu, w którym ludzkość zacznie dostrzegać rzeczywistość na poziomie wielowymiarowym i zrozumie, że boskość, którą przez wieki próbowaliśmy uosabiać w formach nam znanych, jest czymś znacznie bardziej złożonym? Być może nasza zdolność do tworzenia pojęcia Boga, bogów czy duchowych przewodników to jedynie odbicie naszej własnej świadomości, której granice dopiero zaczynamy rozpoznawać. Czy możliwe, że to nie Bóg stworzył człowieka, ale to człowiek, kierowany przez swoją nieposkromioną potrzebę sensu, stworzył obraz Boga, dostosowany do swojego zrozumienia świata?
Może istota, którą od wieków nazywamy Bogiem, to nie jednostka, ale tajemnicza siła, która przenika każdą cząstkę życia, spajając wszystko, co żywe, i pozwalając na istnienie duszy jako fragmentu tej siły? A może nie jest to Bóg w tradycyjnym rozumieniu, ale raczej zbiorowa świadomość, której częścią jesteśmy wszyscy, próbując wspólnie zrozumieć naturę wszechświata i naszą w nim rolę.
Czy zatem kiedykolwiek poznamy pełnię prawdy o istnieniu „Stwórcy wszystkiego”? Czy może pozostaniemy na etapie tworzenia nowych mitów i nowych form duchowości, które mają wypełnić lukę po dawnych wierzeniach? Może to, co my nazywamy Bogiem, jest zaledwie nieświadomą formą istnienia, której fragmenty pojmujemy jako boskość. Kto wie, może jesteśmy o krok od odkrycia tej wielkiej tajemnicy, albo – co bardziej prawdopodobne – będziemy te pytania zadawać w nieskończoność.
Pozdrawiam i do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra
Źródła:
Baudrillard, Jean. Simulacra and Simulation. University of Michigan Press, 1994.
Chalmers, David J. The Conscious Mind: In Search of a Fundamental Theory. Oxford University Press, 1996.
Jaynes, Julian. The Origin of Consciousness in the Breakdown of the Bicameral Mind. Houghton Mifflin, 1976.
Jung, Carl G. The Archetypes and the Collective Unconscious. Princeton University Press, 1981.
Jung, Carl. Człowiek i jego symbole (Man and His Symbols). Aldus Books, 1964.
Jung, Carl. Psychologia a religia (Psychology and Religion). Yale University Press, 1938.
Jung, Carl. Flying Saucers: A Modern Myth of Things Seen in the Skies. Princeton University Press, 1958.
Kant, Immanuel. Critique of Pure Reason. Cambridge University Press, 1998 (oryg. 1781).
Kaku, Michio. Hyperspace: A Scientific Odyssey Through Parallel Universes, Time Warps, and the 10th Dimension. Oxford University Press, 1994.
Mack, John E. Abduction: Human Encounters with Aliens. Scribner, 1994.
Nietzsche, Friedrich. Tako rzecze Zaratustra. 1883–1885.
Nietzsche, Friedrich. Antychryst. 1895.
Sagan, Carl. Contact. Simon & Schuster, 1985.
Teilhard de Chardin, Pierre. The Phenomenon of Man. Harper Perennial Modern Classics, 2008.
Vallée, Jacques. Passport to Magonia. Henry Regnery Company, 1969.
