Słuchajcie ludziska, co znalazłem!
Kiedy wszyscy wokół jarają się kolejnymi grami AAA z RTX, mikrotransakcjami (no dobra, akurat tym nikt normalny się nie jara) i DLC (póki są ciekawym dodatkiem do gry, a nie jego „patchem” naprawiającym to, co powinno być ogarnięte przed premierą), ja postanowiłem zanurkować w przeszłość… i to głęboko, bo aż do czasów, kiedy co poniektórzy dostawali łomot za nie „użyczenie” dyskietki z grą.

Sam też uczestniczyłem w czymś podobnym, choć w nieco innej formie…
Pojawiła się wtedy gra (chyba Katharsis albo coś podobnego) i znajomy uruchomił ją na kompie w szkole. Wszyscy się jarali, ale „kolega” nie chciał jej skopiować/użyczyć/spiracić (pirata). Był „duży”, więc element siłowy odpadał. Więc postanowiłem się… no cóż, zemścić. Napisałem sobie niewielkiego wirusa, który miał przeszukać lokalną sieć (DOS + Novell NetWare, chyba v4), znaleźć katalog KRISS (tak, mój kolega miał na imię Krzysztof) i… usunąć mu grę. Jakoś tak wyszło, że coś spaprałem i… skasowałem katalogi WSZYSTKICH uczniów w szkole. A katalog KRISS?
Oczywiście przetrwał nietknięty.
Skończyło się tym, że dostałem 6 z informatyki, obniżone sprawowanie i konieczność spędzenia 4 dni z rzędu w szkole, naprawiając szkody razem z nauczycielem – wtedy instalacja na kilkunastu komputerach MS-DOS i Windows 3.11, do tego Works, Novell NetWare, cała masa dyskietek 3,5″ – 8 na Windowsa, kilka na Worksa, klient NetWare i parę innych różnej maści i autoramentu.

Cóż… bywało się młodym, głupim, ale kreatywnym.
Ale wróćmy do tematu i cofnijmy się do czasów, gdy jak ktoś miał „dostęp” do gier, był wręcz noszony w lektyce. Wreszcie do czasów, gdy rodzice pozwalali zabierać ze sobą komputery do kolegi (tak, zabierało się te wielkie skrzynie i monitory CRT, łączyło kabelkiem i grało po sieci wewnętrznej). Było to tak popularne, że gry miały nawet dedykowane ustawienia pod LAN-party.

Pamiętajcie, że były to czasy, gdy komunikacja bezprzewodowa była niczym innym, jak darciem gęby na osiedlu: „MAMA! Rzuć picie!” a nie jakieś Wi-Fi czy Bluetooth (przynajmniej gdy byłem „słodkim” dziecięciem, bo ta „heca” z wirusem odbyła się jak byłem w szkole średniej a wtedy pierwsze „niebieskie zęby” już jako tako hulały. Istniał już też standard IrDA (łączność między urządzeniami na podczerwień).
Tak czy inaczej żyliśmy w sieci ale obok siebie (a nie jak teraz)
Chciałem przypomnieć sobie kilka tytułów i tak jak zawsze udałem się na strony z porzuconymi grami i programami (abandomware). Jednak tym razem odkryłem coś innego:
eXoDOS – co to jest i dlaczego to takie fajne?

I co znalazłem? Projekt eXoDOS – gigantyczną kolekcję praktycznie wszystkich gier wydanych na DOS i PC Booter. Mówimy tu o tysiącach klasyków, których część pamięta tylko najstarsza gwardia graczy (albo ich rodzice 😉).
A ile tego dobra tam jest?
Dużo. Nawet bardzo dużo. W najnowszej wersji eXoDOS v6.04 znajdziesz aż 7666 gier – od kompletnych klasyków, przez zapomniane perełki, po dziwne demka, o których nikt już nie pamięta.
Całość waży sobie skromne 638 GB (pełna wersja), więc warto przygotować miejsce na dysku.
Ale to nie wszystko – dorzucono też pakiet multimedialny: książki, magazyny, katalogi, ścieżki dźwiękowe, programy TV z epoki… Krótko mówiąc – kopalnia wiedzy i nostalgii dla każdego, kto kocha stare gry i czasy, gdy okładka w „Top Secret” była ważniejsza od pierwszego screena z gry. Jest też kilka paczek spolszczających gry.
Co jest świetne?
- Wszystko działa praktycznie „out of the box” – DOSBox, ScummVM i inne emulatory ogarnięte pod każdą grę.
- Masz starego RPG-a, shootera, strategię? Jest tam praktycznie wszystko.
- Interfejs LaunchBox ogarnia chaos, a do tego są filmiki, instrukcje, a nawet stare czasopisma do poczytania.
- Nie trzeba być technicznym wymiataczem – wystarczy kliknąć i… nostalgia level over 9000.

Ale… i tu wchodzi „ale”.
Nie wszystko złoto, co retro. Chociaż projekt wygląda jak cyfrowe muzeum, to od strony prawnej nie jest tak kolorowo. Mimo że wiele z tych gier to już abandonware tylko z nazwy (bo prawa nadal istnieją, a firmy niekoniecznie), to nadal mówimy o nieautoryzowanej dystrybucji. Czy grozi Ci za to więzienie? Raczej nie. Czy jest to całkowicie legalne? Też nie.
To klasyczna szara strefa, w której od lat funkcjonują projekty typu eXoDOS, Archive.org itp.
Więc warto?
Jeżeli masz ochotę przypomnieć sobie czasy VGA, Sound Blastera, Adliba, Covoxa, prawdziwych jojstików a nie tych nieszczęsnych padów i gier, które nadrabiały pomysłowością to, co traciły na pikselach – warto jak najbardziej.
Ale pamiętaj – robisz to na własną odpowiedzialność, z szacunkiem dla twórców i historii, a nie jako pretekst do piracenia gier.

Tyle ode mnie. Polecam, bo to świetny wehikuł czasu – nie tylko dla starych wyjadaczy, ale i dla młodych graczy, którzy chcą wiedzieć, skąd wzięły się dzisiejsze hity.
Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra
ps. Tak wiem przesadziłem z tymi grafikami, ale chciałem coś przećwiczyć i szkoda by się zmarnowały 😉
