
Wstęp (kontekst)
Mała uwaga: w niniejszym felietonie mogą pojawić się subiektywne, moje, uwagi o charakterze polityczno-gospodarczym, nie ukrywam, ze ocena tego co widzę też jest naznaczona poglądami. Mam prawo mieć swoje zdanie tak samo ja Ty szanowny czytelniku masz prawo mieć swoje. Jednak zasadniczym celem jest przyjrzenie się mowie ciała, psychologii zachowań i protokołowi dyplomatycznemu, które odegrały tu niebagatelną rolę (często nawet bez wiedzy samych zainteresowanych).
Spotkanie tych dwóch panów to nie tylko sprawa Ukrainy, sankcji czy współpracy. To także pokaz siły. Według mnie samo zaproszenie prezydenta Rosji do rozmów to już jego zwycięstwo, które notabene już zaczął wykorzystywać. Nie wiem też czy pan Tramp zdaje sobie sprawę ale jak polegnie i pokaże słabość to może uruchomić to Chiny do swoich przedsięwzięć (Taiwan, ekspansja w Afryce i Azji). Jak to wyszło? Zobaczymy.
Europa też nie wie co ma zrobić bo jak tu się ewentualnie postawić Ameryce bez utraty kontraktów importowo eksportowych. Jednocześnie Europa stara się jednak prowadzić politykę chociażby sugerującą niezależność.

Niezły galimatias. A wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Narcystyczny Amerykański Orzeł pojedzie tam kompletnie nieprzygotowany, wierząc, że sam jego blask załatwi sprawę. Że wystarczy uścisk dłoni, kilka słów o wolności i parę zdjęć dla mediów. Tymczasem naprzeciw stanie doświadczony rosyjski Niedźwiedź — szkolony przez tajne służby, chłodny, wyrachowany, pozornie spokojny. Wspierany przez piekielnie doświadczonych strategów: Ławrowa, który w świecie dyplomacji mógłby wykładać manipulację jako sztukę, oraz Uszakowa — byłego ambasadora USA, dziś szarego kardynała rozmów międzynarodowych. W tle porusza się Kirill Dmitriev niepozorny, lecz wpływowy. Inwestor i finansista, z dyplomami z Harvarda i Stanfordu, wychowany w świecie zachodnich finansów, ale lojalny wobec Moskwy. Jego nazwisko nie pojawia się w nagłówkach, lecz to on ma klucze do finansowego zaplecza Kremla. Ma powiązania z Goldman Sachs, zasiadał w McKinsey, zna język pieniędzy i język wpływów. To on, nie zbrojni, miał przygotować nadwyżki finansowe Rosji na wojnę w Ukrainie. Cichy architekt odporności gospodarczej. A gdzieś obok „główny księgowy Putina”. Niepozorny człowiek z aktówką, ale to właśnie ta postać odpowiada za miliardy ukryte w strukturach, które zasilają ambicje Kremla.

Kto w narożniku amerykańskim?
Trump otoczony kolorową mozaiką lojalistów i rywali. U jego boku Marco Rubio — dawniej ostry krytyk, dziś sekretarz stanu. Polityk z temperamentem, który nie waha się mówić rzeczy niepopularnych. To on publicznie potrafił powiedzieć, że nie poprze kolejnych pakietów wsparcia dla Ukrainy, Izraela czy nawet Tajwanu. Retorycznie ostry, medialnie bezpośredni. Krzykacz? Może. Ale też reprezentant amerykańskiej szkoły polityki, która mówi: „albo jesteś z nami, albo przeciwko nam”.
Jest też Howard Lutnick człowiek od pieniędzy, od cyferek, od rynku. Szef Cantor Fitzgerald, który przetrwał upadek z 11 września i zbudował finansowe imperium. Dziś łączy klasyczne instytucje z cyfrową technologią, mówi o kryptowalutach tak, jakby były przyszłością dolara, a nie jego zagrożeniem. Jego obecność w delegacji może być odczytana jako sygnał: „przyjechaliśmy negocjować, ale też inwestować”.
I tak, kiedy patrzymy na skład obu ekip, nie sposób nie dostrzec kontrastu. Po jednej stronie: szkoła służb specjalnych, wieloletnia dyplomacja, zimna kalkulacja finansowa. Po drugiej: polityczna improwizacja, medialna siła rażenia, geniusz nowoczesnych rynków, ale i wewnętrzne napięcia.
Gdy takie tuzy stają naprzeciw siebie (jest ich na spotkaniu więcej) to sama rozmowa to nie wszystko, ważne będzie to jak się zaprezentują, w grę wchodzi tajemnicza mowa ciała
Ciało mówi głośniej niż słowa
Zanim wypowiemy choć jedno słowo, nasze ciało już prowadzi rozmowę. Mowa ciała – znana też jako komunikacja niewerbalna – to wszystko to, co robimy zamiast mówić: postawa, gesty, mimika, ton głosu, dystans fizyczny, tempo oddechu czy ułożenie stóp. Co ważne – zdecydowana większość z tych sygnałów jest nieświadoma, zarówno dla nadawcy, jak i dla odbiorcy. Oznacza to, że nie musisz „czytać” mowy ciała, żeby ją „czuć”. Twój mózg — wyposażony przez tysiące lat ewolucji — wychwytuje niespójność między słowami a tym, jak ktoś wygląda, brzmi i się porusza.
Znasz to uczucie, kiedy ktoś mówi „cieszę się, że cię widzę”, ale robi to tonem jakby właśnie usłyszał wyrok? Twój mózg rejestruje tę niespójność szybciej niż Twoja świadomość.
Człowiek potrafi mówić, ale to ciało zdradza go jako pierwsze. Zanim jeszcze wypowie słowo, już wysyła sygnały – czasem subtelne, niemal niezauważalne, a czasem wręcz krzyczące. Właśnie te sygnały tworzą coś, co można nazwać emocjonalnym pejzażem rozmowy. I choć niewielu z nas uczyło się tego świadomie, niemal wszyscy potrafimy go odczytywać – intuicyjnie, bez analiz, bez nazw.
Weźmy choćby kontakt wzrokowy. Jego brak może natychmiast wzbudzić podejrzliwość – tak jakby ktoś coś ukrywał. Z kolei spojrzenie zbyt intensywne, przeszywające, wcale nie oznacza otwartości. Często to sygnał dominacji, próba przejęcia kontroli nad sytuacją – spojrzeniem. A czasem wystarczy spojrzeć na… uśmiech. Bo można się uśmiechać i jednocześnie nie uśmiechać wcale.
Małe zadanie, który z „panów” poniżej faktycznie cieszy się na fakt, ze go odwiedzisz?

Najciekawsze są jednak mikroekspresje. Ułamki sekund, w których twarz zdradza prawdę, zanim zdąży ją zakryć dyplomatyczna maska. Delikatny cień pogardy, błysk niepokoju, zmarszczka gniewu. Paul Ekman, psycholog i badacz kłamstwa, dowiódł, że te reakcje są uniwersalne – niezależnie od języka, kultury czy stopnia wyszkolenia. Nie jesteśmy w stanie ich całkowicie kontrolować.
A kiedy emocje zaczynają kipieć pod skórą, pojawiają się gesty samouspokajające. Ktoś zaczyna pocierać dłonie. Ktoś inny poprawia mankiet albo dotyka twarzy w nerwowym odruchu. To jakby ciało próbowało samego siebie uspokoić, wyciszyć, odzyskać panowanie. Nie zawsze to widać. Ale mózg rozmówcy – albo kamer telewizyjnych – rejestruje wszystko.
Zobaczcie jak wyglądają dłonie obu panów:
Z naukowego punktu widzenia, taki powtarzający się gest zaciskania dłoni to klasyczny sygnał frustracji, tłumionej emocji, impulsywnego napięcia — próba powstrzymania wewnętrznego wybuchu. Niektórzy specjaliści mówią wręcz, że to jakby jedna dłoń usiłowała powstrzymać drugą, zanim uderzy — to gest, który mówi: „robię wszystko, by się uspokoić”. Co więcej, kiedy ktoś nieświadomie zaciska dłonie — tym wyżej i mocniej, tym gorętszy żar emocji, które próbuje ukryć. W końcu napinanie i zwalnianie jest naturalnym wyładowaniem napięcia, tamującym impuls gniewu, napięcia, może nawet strachu
Tak przy okazji, zasadą i kanonem w garderobie męskiej, koszula wystawała z pod mankietów marynarki. Dodatkowo marynarka jednak powinna być zapięta gdy stoimy (jednorzędowa z jednym lub dwoma guzikami). Tutaj wydaje się, ze obaj panowie popełnili błąd, ale czy na pewno?
Trump i Putin – dwie sylwetki obok siebie, obaj w garniturach. Ale już na pierwszy rzut oka różnica jest wyraźna. Trump – rozpięta marynarka, luźniejszy fason, koszula i krawat w klasycznym, dość amerykańskim stylu. To gest „swobody”, ale i trochę nonszalancji. W świecie biznesu taki luz ma mówić: „jestem u siebie, nie muszę się spinać”. Jednak w dyplomacji potrafi wyglądać jak brak dyscypliny albo wręcz nieprzygotowanie. Rozpięta marynarka to też brak bariery – bo marynarka zapięta tworzy coś w rodzaju „pancerza”, dodatkowej warstwy dystansu. Trump więc nieświadomie wystawia się na ocenę: jest otwarty, ale i bardziej „odsłonięty”.
Putin tymczasem – marynarka zapięta na jeden guzik, koszula idealnie schowana, mankiety niemal niewidoczne. To obraz kontroli i dyscypliny. Jakby każda nitka ubrania była na służbie. Brak wystających mankietów, brak luzu – wszystko w ryzach. Taki wizerunek wzmacnia przekaz: „jestem zdyscyplinowany, precyzyjny, mam nad sobą kontrolę”.
Psychologia ubioru w polityce podkreśla, że detale stroju mają ogromne znaczenie w tworzeniu wizerunku. Badania pokazują, że osoby ubrane bardziej formalnie postrzegane są jako bardziej kompetentne, zdyscyplinowane i dominujące, podczas gdy strój luźniejszy (nawet w detalach) bywa odbierany jako „przyjacielski”, ale i mniej poważny (konkluzja na bazie tekstów: Adam & Galinsky, Enclothed Cognition, 2012).
W praktyce oznacza to, że stojąc obok siebie, Trump wysyła sygnał „biznesmen z amerykańskim luzem”, a Putin „żołnierz w garniturze”. Jeden – bardziej spontaniczny, drugi – opancerzony. I znowu: ciało, głos i słowa to jedno, ale marynarka mówi swoje.
Gramy w łapki czyli jak się witali
Rozbiłem to niejako na fazy, bo ta krótka scenka to ciekawy pokaz zachowań:

Faza1: Trump jako gospodarz wyciągnął rękę — zgodnie z protokołem. Ale skoro Putin „wysunął” swoją dłoń kilka kroków wcześniej, to znaczy, że chciał przejąć inicjatywę, niejako powiedzieć: „nie będę biernym gościem, ja też dyktuję tempo”. W badaniach nad mową ciała przyjmuje się, że wcześniejsze „podanie ręki w powietrzu” to próba pokazania, że kontrola nie należy tylko do gospodarza (konkluzja na bazie opracowań: Allan & Barbara Pease).

Faza2: Klasyczne potrząsanie dłonią (1–2 razy) to gest sympatii i równości. Tu go zabrakło. Ich dłonie się złączyły, ale zostały praktycznie nieruchome. To już nie powitanie kolegów, tylko niemal rytuał — coś bardziej statycznego, cięższego. W języku niewerbalnym to często oznacza: „spotkaliśmy się, ale nie udajemy przyjaźni”.

Co oznacza „płasko wysunięta dłoń”?
Jeśli ktoś wysuwa dłoń równolegle do ziemi (poziomo, „płasko”), to nie jest klasyczny uścisk w stylu biznesowym. To wygląda trochę jak podanie ręki w pół gestu… i dopiero późniejsze „ustawienie do pionu” zmienia jego wymowę.
- Dłoń pozioma (płasko): często sygnalizuje niepewność, próbę „łagodnego” wejścia w kontakt. Może też wyglądać jak zaproszenie („podaję ci rękę, weź ją, zdecydujmy razem”).
- Dłoń pionowa (neutralna): to klasyczny uścisk partnerski. „Spotykamy się na równych zasadach”.
- Dłoń skierowana w dół: sygnał dominacji. „Ja tu rządzę, ty przyjmujesz”.
- Dłoń skierowana w górę: podległość, gotowość do uległości.
W literaturze (np. Allan i Barbara Pease, Mowa ciała) taka ewolucja – od neutralnego, „płaskiego” podania do szybkiego ustawienia dłoni pionowo lub w dół – jest interpretowana jako chęć przejęcia kontroli w trakcie samego gestu. Innymi Trump wyszedł „miękko”, ale w sekundę później wykonał manewr, by gest wyglądał na bardziej dominacyjny.
Faza 3: To typowe dla Trumpa — widać to na setkach nagrań. On przyciąga dłoń rozmówcy w swoją stronę, co jest subtelną próbą dominacji, wciągnięcia drugiej osoby w swoją strefę. To taki „mikro-gest” pokazujący: „to ja rządzę dynamiką kontaktu”. Ale…

Faza 4: Putin odpowiada inaczej: dołącza drugą dłoń, czyli obejmuje gest Trumpa. W teorii to może być gest sympatii (jakby chciał dodać ciepła). Ale w polityce to często gest przejęcia kontroli nad kontaktem. Niby ciepło, a faktycznie — Putin „zamyka” rękę Trumpa w swoim uścisku, tworząc ramę: „teraz to ja kontroluję ten kontakt”. Psychologowie komunikacji nazywają to power handshake.
Faza 5: Poklepywanie drugą ręką po ramieniu lub przedramieniu to gest paternalistyczny. Ma znaczenie: „jesteśmy blisko, ale to ja jestem wyżej, ja cię oswajam, ja cię uspokajam”. To ruch często używany przez szefów wobec podwładnych. W relacjach równych polityków może być odebrany jako próba „przyjacielskiej dominacji”.

Faza 6: Długi uścisk dłoni (kilkanaście sekund) to w dyplomacji sytuacja rzadka. Zwykle gest trwa 2–3 sekundy, potem następuje puszczenie dłoni. Jeśli uścisk jest przedłużony, a w jego trakcie toczy się rozmowa, to powstaje wrażenie „dialogu na zamkniętej scenie”. Obaj pokazują w ten sposób światu: „jesteśmy zajęci sobą, świat może chwilę poczekać”. To sygnał bliskości i partnerstwa – nawet jeśli podszyty grą o dominację.

Później jeszcze przez chwilę trzymali sobie ręce, Trump nawet sam dodatkowo poklepał drugą dłonią. Przyznam, że oglądałem to jak walkę bokserską – każdy gest to cios, każdy ruch to próba zdobycia przewagi. Różnica tylko taka, że tutaj rękawice były ze skóry, a ringiem stał się czerwony dywan.
I właśnie dlatego mowa ciała fascynuje. To nie jest gadżet, nie jest dodatkiem do rozmowy, jakby chciało się sądzić. To druga warstwa języka – cichsza, subtelniejsza, ale często bardziej prawdziwa niż same słowa. Słowa można przygotować, napisać, przeczytać z kartki. Ciała nie da się tak łatwo oszukać.
A przecież to nie tylko intuicja. Za tą „walką gestów” kryje się pokaźna nauka – psychologia, socjologia, badania mikroekspresji i teorii komunikacji. To właśnie one pozwalają nie tylko analizować, co się wydarzyło, lecz także nakierowywać to, co dopiero ma się stać. Bo mowa ciała nie tylko zdradza emocje – ona potrafi je także kreować.
Choć liderzy świata komunikują się przez mikrofony i media, to ich ciała wysyłają sygnały, które docierają do nas szybciej i mocniej niż jakiekolwiek przemówienie. Mowa ciała to nie tylko mimika i gesty, ale również przestrzeń osobista, ton głosu, kolejność wejścia na scenę czy pozycjonowanie wobec drugiego człowieka.
Klucz do odczytania świata lub zapisania go własnymi niewerbalnymi zgłoskami
Amy Cuddy, psycholożka z Harvardu, pokazała, że sama postawa potrafi zmienić nie tylko sposób, w jaki widzą nas inni, ale też to, jak my czujemy się ze sobą. Tzw. power posing – przyjmowanie pozycji dominujących, z wyprostowanym ciałem i otwartymi ramionami – potrafi na chwilę zwiększyć poczucie siły i pewności siebie. Ale na tym lista się nie kończy.
Spójrzmy na dłonie. Otwarta dłoń skierowana do rozmówcy to gest szczerości i zaproszenia: „niczego nie ukrywam, możesz mi zaufać”. Kiedy dłonie ustawione są „w choinkę” – czyli palce złożone w daszek i skierowane ku górze – to klasyczny znak kontroli i dominacji, często widoczny u prawników, negocjatorów czy polityków na konferencjach. Z kolei splecenie rąk na klatce piersiowej? W codziennym życiu to bywa oznaka zamknięcia, dystansu albo obrony. Ale w polityce czy biznesie może być użyte celowo – jako sygnał chłodu i asertywnej bariery wobec drugiej strony.
To są techniki, których nie zostawia się przypadkowi. Topowy handlowiec w podczas negocjacji czy doradca klienta potrafi godzinami ćwiczyć gesty: jak pokazać otwartość, kiedy rozłożyć dłonie, a kiedy spleść palce i uśmiechnąć się tylko połową twarzy. Są też szkoły takich zachowań, treningi i poradniki. Bo mowa ciała nie jest dziś wyłącznie intuicją – to także narzędzie, którego można się nauczyć i które można stosować w sposób strategiczny.
Mowa ciała to teatr całego ciała – nie tylko dłoni i uśmiechu. Na pierwszym planie oczywiście twarz. Paul Ekman udowodnił, że niezależnie od miejsca na świecie, na twarzach ludzi odciskają się te same sześć podstawowych emocji: radość, smutek, wstręt, strach, zaskoczenie i złość. To właśnie dlatego, nawet jeśli ktoś mówi: „wszystko w porządku”, a w kąciku ust mignie cień pogardy, czujemy, że coś tu nie gra. Usta potrafią zdradzić więcej niż najlepiej napisane przemówienie: półuśmiech często sygnalizuje chęć przechytrzenia, przygryzanie wargi – napięcie albo kokieterię, a zaciśnięte wąskie usta – stres i próby powstrzymania słów.
Dalej mamy głowę i oczy. Lekko przechylona na bok głowa bywa odruchem sympatii, ale opuszczona w dół – już oznaką ucieczki w siebie, nieśmiałości, czasem wręcz ukrywania prawdy. Nerwowe zerkanie na boki, szybkie ruchy oczu – nasz mózg natychmiast interpretuje jako brak szczerości, nawet jeśli rozmówca powtarza formułki o zaufaniu.
A potem jest reszta ciała, ta bardziej odległa od głowy, a przez to trudniejsza do kontrolowania. Nogi i stopy. Wymachiwanie nogą czy szybkie stukanie czubkiem buta to sygnał, że ciało chciałoby już uciec. Skrzyżowane nogi – zamknięcie, dystans, często towarzyszące skrzyżowanym ramionom. Z kolei szeroko rozstawione stopy podczas stania to gest dominacji, zajęcia przestrzeni – niczym kogut rozkładający skrzydła na podwórku. Ciekawy szczegół: w stronę, w którą wysuwamy stopę, często nieświadomie kierujemy także swoją uwagę i sympatię.
No i ręce. To one zdradzają najwięcej – i najbardziej różnicują styl. Ręce na biodrach czy w kieszeniach z wystającymi kciukami to postawa pewności siebie i dominacji. Skrzyżowane ramiona – tarcza, sygnał zamknięcia. Palce zaciśnięte w pięść, dłonie wbite w blat stołu – gniew i brak zgody. A nerwowe pocieranie karku, zakrywanie ust, bawienie się przedmiotem? To podświadome próby rozładowania napięcia, ucieczki od sytuacji.
Każdy z tych sygnałów działa jak komunikat zakodowany poza słowami. I polityk, i sprzedawca, i dyrektor w firmie wiedzą, że trzeba je opanować. Handlowiec ćwiczy uśmiech, otwartą postawę i nieskrzyżowane ręce, bo te gesty – sprawdzone tysiącami transakcji – zwiększają szanse, że klient zaufa. Polityk uczy się kontrolować dłonie i oczy, bo kamera wychwyci każde drgnięcie. A my, zwykli widzowie, wyczuwamy tę orkiestrę sygnałów często bez świadomości – ale nasz mózg już wie, czy kogoś uznać za pewnego siebie, czy za spiętego, wiarygodnego czy kłamliwego.
Tu mógłbym zakończyć, ale mam pomysł
Studium przypadku – co poszło źle i jak mogło wyglądać lepiej
Putin
Patrząc na Putina, można było odnieść wrażenie, że nie był przygotowany na starcie z zachodnią prasą. W Rosji pytania zadaje się po podniesieniu ręki i uzyskaniu zgody, często wcześniej uzgodnionej. Tutaj – chaos, spontaniczność, dociekliwość. I to było widać. Zamiast spokojnej, lodowatej postawy, pojawiły się nerwowe ruchy dłońmi – zaciskanie, rozluźnianie, ponowne zaciskanie. Klasyczny objaw napięcia i próby odzyskania kontroli. Spokój – a raczej jego pozór – szybko stopniał.
Sugestie? Wiem, to brzmi jak absurd, ale nawet autokrata mógłby skorzystać z podstawowych lekcji amerykańskiego PR. Przede wszystkim – przygotować ramy konferencji. Uzgodniony scenariusz, kilka przewidywanych pytań, narzucone zasady. Nie ma nic gorszego niż improwizujący despota. Po drugie – gra na gospodarce, biznesie, przemyśle. Trump reaguje na pieniądze i deal’e, nie na długie monologi o geopolityce. Gdyby Putin zagrał nutą inwestycji i kontraktów, deprecjonując wojnę w Ukrainie jako lokalną „kłótnię sąsiedzką”, mógłby ugrać więcej. Zamiast tego dał się zaskoczyć i wyraźnie wyszedł z roli.
Trump
Trump z kolei popełnił błędy dokładnie odwrotne. Zamiast chłodnej dyplomacji – amerykański show. Machanie ręką, szerokie gesty, entuzjazm jak przy spotkaniu kumpla z klubu golfowego. Do tego całe widowisko: czerwony dywan, osobiste powitanie na lotnisku, przelot samolotów nad głowami i – crème de la crème – wspólna przejażdżka jednym samochodem. Wizerunkowo? Katastrofa. W protokole dyplomatycznym to wyglądało jak rezygnacja z pozycji gospodarza na rzecz „wspólnego selfie”.
Jak mogło być inaczej? Po pierwsze – dystans. Trump powinien czekać przed wejściem do jakiegoś budynku, wyżej na schodach(albo przynajmniej w sali spotkań), a Putin powinien wejść do niego. To klasyczna zasada: gospodarz siedzi na tronie, gość przychodzi. Po drugie – przestrzeń. Uścisk dłoni na schodach, z Trumpem lekko wyżej, subtelnie sugerowałby dominację. Po trzecie – gesty. Zamiast epatować radością, oszczędny, rzeczowy uścisk dłoni. Krótki, chłodny, nawet odrobinę formalny. Kamery i tak zrobiłyby swoje, a przekaz byłby jednoznaczny: spotkanie ważne, ale nie towarzyskie.
Czego zabrakło obu?
Obaj przywódcy zapomnieli, że w XXI wieku każde spotkanie to nie tylko rozmowa, ale spektakl medialny. To teatr symboli, w którym czerwony dywan, długość uścisku dłoni, pozycja krzeseł i ton głosu odgrywają większą rolę niż sam tekst przemówień. Putin dał się złapać na własnej niepewności, Trump na własnym narcyzmie. W efekcie obraz, który pozostał światu, to nie dwóch twardych negocjatorów, lecz dwóch panów, którzy – przynajmniej na chwilę – wyglądali jak para kolegów zjazdu absolwentów.
Patrząc chłodnym okiem, ta techniczna strona spotkania została spartaczona przez obu panów – ale też przez ich całe sztaby doradcze. Problem w tym, że nawet jeśli potraktujemy to z przymrużeniem oka, przez pryzmat memów i żartów, to wciąż mówimy o ludziach, którzy trzęsą światem. Tak bardzo, że ich zwykłe kichnięcie może mieć dalekosiężne reperkusje.
A co do mowy ciała i wszystkich niewerbalnych zagrywek – to naprawdę potężne narzędzie. Potężniejsze niż niejeden dokument, dekret czy ustawa. Można je stosować na wyżynach globalnej polityki, ale też przy zwykłej sprzedaży suszarki do włosów. Bo mowa ciała potrafi wzbudzić zaufanie, ale i natychmiastową niechęć. Czasem nasze gesty krzyczą coś dokładnie odwrotnego niż słowa, a postawa ciała wzmacnia nasze tezy nawet wtedy, gdy rozmówca wcale nie chce ich przyjąć.
Dlatego warto się czasem zatrzymać i poobserwować innych. Zobaczyć nie tylko to, co mówią, ale jak stoją, jak siedzą, co robią z rękami, jak układają usta. Bo w tym cichym języku można się dowiedzieć o człowieku więcej, niż on sam chciałby zdradzić.
Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra
