Tak wiem tytuł „clickbaitowy”

Moi drodzy, dopiero co dotarła do nas wiadomość o przeciętym kablu na dnie Morza Bałtyckiego i nawet o aresztowaniu statku podejrzanego o ten czyn – tak, mówi się o aresztowaniu statku, co dla nas, lądowych stworzeń, może brzmieć zabawnie. Zabawnie przestało mi być, gdy przypomniałem sobie pewną historię, którą przeczytałem – sam nie wiem, gdzie.
Po zakończeniu II wojny światowej państwa zachłysnęły się wolnością (no, nie wszystkie) i pragnieniem pokoju (na różnych warunkach, ale zawsze pokoju). W tej euforii postanowiono zutylizować tysiące beczek z chemikaliami wojennymi. Problem był spory, bo było tego dużo, a utylizacja musiałaby przebiegać pod auspicjami wielu państw (także tych z nowo powstałych bloków). A że to broń – postanowiono w te pędy utopić problem. I to dosłownie.
Wrzucono do Bałtyku ponad 40 tysięcy ton amunicji chemicznej, zawierającej około 13 tysięcy ton bojowych środków trujących. Wśród nich znalazły się takie „atrakcje” jak iperyt siarkowy (czyli klasyczny gaz musztardowy, wypalający płuca i skórę), Clark I, Clark II, adamsyt, fosgen, tabun – wszystko to broń chemiczna, której zadaniem było jak najszybsze unieszkodliwienie ludzi – jak widać chyba mamy genetycznie zakodowane poszukiwanie coraz wymyślniejszych sposobów robienia sobie innym „kuku”.
Znalazłem ciekawy dokument na stronie Biblioteka Nauki – publikację Jarosława Michalaka z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni pt. „Identyfikacja zagrożeń powodowanych przez zatopioną w Morzu Bałtyckim amunicję chemiczną”.
Z oficjalnych dokumentów wynika, że w polskich wodach nie zatapiano tej broni (chemicznej), a jedynie konwencjonalną amunicję. Problem w tym, że wiele beczek wyrzucano „gdzie popadnie” – na trasach transportowych, zanim jeszcze dotarły do wyznaczonych stref zatopienia. Skąd o tym wiadomo? Bo już znajdowano je na plażach w Dziwnowie, Kołobrzegu, Darłowie… Są relacje o rybakach, którzy wyciągali z sieci beczki z tajemniczą, cuchnącą zawartością i dopiero potem dowiadywali się, że właśnie mieli kontakt z iperytem.
Nie tylko chemikalia zalegają na dnie Bałtyku. W polskich obszarach morskich spoczywa ponad 415 wraków statków, w których zbiornikach nadal może znajdować się paliwo. Ponad 100 wraków znajduje się w Zatoce Gdańskiej, będącej miejscem intensywnych działań wojennych. Dwa z nich są wyjątkowo groźne: Kriegsmarine Stuttgart – zatopiony w 1943 roku w pobliżu Gdyni – oraz tankowiec Franken, leżący kilka mil morskich od Helu. >>>Więcej na<<<.

Co to oznacza w praktyce? Stuttgart już teraz jest epicentrum lokalnej katastrofy ekologicznej – wokół wraku powstała plama zaolejenia o powierzchni 0,5 km² i cały czas się powiększa. Franken natomiast może skrywać nawet 3 tysiące ton paliwa. Jeśli jego zbiorniki zaczną przeciekać – a to tylko kwestia czasu – konsekwencje będą dramatyczne.
Oczywiście, moglibyśmy zapytać: dlaczego nikt nic z tym nie robi? Cóż, pytanie powinno brzmieć raczej: dlaczego administracja morska przez lata udawała, że problemu nie ma? Kontrola NIK wykazała, że ani urzędy morskie, ani instytucje zajmujące się ochroną środowiska nie inwentaryzowały dna Bałtyku, nie rozpoznawały zagrożeń i nie podejmowały żadnych działań. Tłumaczono się brakiem funduszy i… niejasnym podziałem kompetencji.
To wszystko samo w sobie jest już przerażające. Ale dodajmy jeszcze jeden element: dywersję. Jeśli ktoś był w stanie przeciąć podwodne kable na Bałtyku, to co stoi na przeszkodzie, żeby – „niby choćby przypadkiem” – przejechać trałem w pobliżu zatopionej broni chemicznej? Co się stanie, jeśli ktoś celowo doprowadzi do uszkodzenia wraków pełnych paliwa?
To już nie tylko ekologiczna tykająca bomba, ale także zagrożenie strategiczne. I niestety – czasu na działanie jest coraz mniej. Wróćmy do tego co znajduje się na dnie Bałtyku i w czym to przechowano.
Trwałość opakowań broni chemicznej w wodach Bałtyku
Jak już wspomniałem wcześniej po zakończeniu II wojny światowej na dnie Morza Bałtyckiego zatopiono około 40 000 ton broni chemicznej, zawierającej około 13 000 ton bojowych środków trujących. Amunicja ta była przechowywana w różnego rodzaju pojemnikach, w tym stalowych beczkach, bombach lotniczych oraz pociskach artyleryjskich. Wiele z nich było dodatkowo pakowanych w drewniane skrzynie. Z biegiem lat materiały te ulegają korozji i degradacji, co zwiększa ryzyko uwolnienia toksycznych substancji do środowiska morskiego.
Badania przeprowadzone przez Komisję Helsińską (HELCOM) wskazują, że proces korozji metalowych pojemników jest nieunikniony i postępuje w czasie, prowadząc do ich osłabienia i potencjalnego rozszczelnienia. Dokładne tempo korozji zależy od wielu czynników, takich jak skład chemiczny wody, temperatura, zasolenie oraz obecność mikroorganizmów. W niektórych przypadkach korozja może być przyspieszona przez zmiany klimatyczne, które wpływają na parametry fizykochemiczne wód Bałtyku. Niestety, brak jest precyzyjnych danych określających dokładny czas, po którym poszczególne typy pojemników ulegają całkowitej degradacji, jednak wiadomo, że z upływem ponad 70 lat od ich zatopienia ryzyko uwolnienia zawartości znacznie wzrasta. Ja może się to odbyć?
Scenariusze uwolnienia toksycznych substancji i ich wpływ na ekosystem Bałtyku
Istnieją dwa główne scenariusze uwolnienia toksycznych substancji z zatopionej broni chemicznej: gwałtowne uwolnienie oraz stopniowe przesiąkanie.
- Gwałtowne uwolnienie: Może nastąpić w wyniku mechanicznego uszkodzenia pojemników, na przykład podczas prac podwodnych, trałowania dennego czy też w wyniku działalności sabotażowej. Nagłe uwolnienie dużych ilości bojowych środków trujących spowodowałoby natychmiastowe skażenie wód i osadów dennych, prowadząc do masowego wymierania organizmów morskich w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca uwolnienia. Toksyny mogłyby również przedostać się do łańcucha pokarmowego, wpływając na zdrowie ryb, ptaków morskich oraz ssaków, a w konsekwencji także ludzi spożywających skażone owoce morza.
- Stopniowe przesiąkanie: W miarę postępującej korozji pojemników, niewielkie ilości toksycznych substancji mogą powoli przedostawać się do środowiska. Choć początkowo skutki takiego wycieku mogą być trudne do zauważenia, długotrwałe narażenie na nawet niskie stężenia toksyn może prowadzić do chronicznych problemów zdrowotnych u organizmów morskich, takich jak deformacje, osłabienie układu odpornościowego czy zaburzenia rozrodcze. Ponadto, kumulacja toksyn w osadach dennych może stanowić długotrwałe źródło skażenia, wpływając na cały ekosystem przez dekady.
Rola prądów morskich w rozprzestrzenianiu zanieczyszczeń
Prądy morskie kształtują życie Bałtyku – wpływają na rozmieszczenie fauny i flory, a także mogą oddziaływać na klimat, choć jednocześnie sam klimat wpływa na ich intensywność i kierunek. Jednak w kontekście rosnącego zagrożenia ekologicznego to właśnie te same mechanizmy fizyczne, które od wieków regulowały ekosystem morza, teraz będą odpowiedzialne za rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń. W przypadku uwolnienia toksycznych substancji – zarówno gwałtownego, jak i stopniowego – prądy mogą transportować je na znaczne odległości, zwiększając skalę problemu i jego konsekwencje dla przybrzeżnych ekosystemów. Ze względu na specyfikę cyrkulacji wód w Morzu Bałtyckim, zanieczyszczenia mogą docierać do wybrzeży państw ościennych, takich jak Polska, Szwecja, Niemcy czy kraje bałtyckie, wpływając na tamtejsze środowisko i gospodarkę. Monitorowanie prądów morskich oraz modelowanie ich wpływu na rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń jest zatem kluczowe dla oceny ryzyka i planowania działań zaradczych.
W obliczu tych zagrożeń konieczne jest podjęcie skoordynowanych działań międzynarodowych, mających na celu dokładne zlokalizowanie miejsc zatopienia broni chemicznej, ocenę stanu pojemników oraz opracowanie strategii minimalizacji ryzyka uwolnienia toksycznych substancji do środowiska morskiego.
Nie tylko czas – zagrożenie dywersyjne
Sabotaż na Bałtyku – przecięcie kabli podmorskich
Podmorska infrastruktura Bałtyku od dawna jest strategicznym celem – nie tylko dla państw prowadzących operacje wywiadowcze, ale także dla niezidentyfikowanych aktorów, którzy mogą chcieć zdestabilizować region. Jednym z głośniejszych przypadków było przecięcie podmorskich kabli telekomunikacyjnych, co doprowadziło do zakłóceń w łączności międzynarodowej. Choć oficjalne śledztwa często nie wskazują jednoznacznych sprawców, to spekulacje o ingerencji państwowych lub prywatnych grup działających na zlecenie są nieuniknione.
Podobne incydenty mogą się jednak wydarzyć w kontekście składowisk broni chemicznej i wraków zatopionych w Bałtyku. Jeśli ktoś był w stanie przeciąć kable, to co stoi na przeszkodzie, by celowo – lub nawet przypadkowo – naruszyć składowiska amunicji chemicznej lub uszkodzić wraki? Przykładem mogą być niekontrolowane działania jednostek pracujących przy gazociągach, farmach wiatrowych czy podmorskich instalacjach energetycznych
Bałtyk to nie tylko tykająca bomba ekologiczna – to także obszar o kluczowym znaczeniu strategicznym. Sabotaż, nielegalne działania, a nawet przypadkowe ingerencje mogą doprowadzić do katastrofy o skutkach porównywalnych z największymi wyciekami ropy w historii. W obliczu rosnących napięć geopolitycznych i zaniedbań w zakresie ochrony infrastruktury morskiej, należy zadać sobie pytanie: czy Bałtyk może stać się celem ekologicznego ataku? I jeśli tak – czy ktokolwiek jest na to przygotowany?
Monitoring skażenia Bałtyku – kto i jak prowadzi badania?
Czy Bałtyk jest monitorowany?
tak, stan Morza Bałtyckiego jest pod stałym nadzorem zarówno pod kątem zanieczyszczeń, jak i kondycji ekosystemu morskiego. Badania prowadzone są na szeroką skalę przez różne instytucje, a jednym z najważniejszych źródeł informacji na ten temat są raporty Baltic Sea Environment Proceedings (BSEP), wydawane przez HELCOM (Helsinki Commission).
Seria BSEP stanowi jedną z najobszerniejszych baz danych dotyczących środowiska Bałtyku, dostarczając szczegółowych analiz na temat skażeń, zmian ekologicznych oraz strategii ich ograniczania. Publikacje te są podstawą dla międzynarodowej polityki ochrony Bałtyku i stanowią źródło wiedzy zarówno dla naukowców, jak i decydentów politycznych.
Według danych zawartych w raportach, monitoring obejmuje szeroki zakres substancji niebezpiecznych, w tym:
- Metale ciężkie (rtęć, ołów, kadm, arsen, cynk), które trafiają do Bałtyku głównie za sprawą działalności przemysłowej, transportu oraz dopływów rzecznych.
- Dioksyny i polichlorowane bifenyle (PCBs) – trwałe zanieczyszczenia organiczne, które kumulują się w organizmach morskich i mogą przedostawać się do łańcucha pokarmowego.
- Substancje radioaktywne, m.in. cez-137, którego podwyższone stężenia w osadach dennych są konsekwencją m.in. katastrofy w Czarnobylu.
- Pestycydy i substancje organiczne, w tym tributylo-cyna (TBT) – niegdyś stosowana w farbach przeciw porastaniu kadłubów statków, obecnie zakazana ze względu na toksyczność.
- Substancje perfluoroalkilowe (PFAS), wyjątkowo trwałe w środowisku, wpływające na zdrowie organizmów morskich oraz ludzi.
Dane zgromadzone w raportach BSEP jednoznacznie wskazują, że we wszystkich otwartych wodach Bałtyku występują substancje toksyczne, a ich poziom w wielu miejscach przekracza dopuszczalne normy środowiskowe. Dzięki systematycznemu monitoringowi możliwe jest identyfikowanie najbardziej zagrożonych obszarów, takich jak Zatoka Gdańska, Głębia Bornholmska czy rejon Zatoki Fińskiej.
Polityczna i gospodarcza struktura wód Bałtyku
Bałtyk nie jest jednolitym obszarem pod względem administracyjnym i prawnym – wody tego morza dzielą się na:
- Terytoria morskie państw nadbałtyckich – każde państwo posiada swoje wody terytorialne (do 12 mil morskich od linii brzegowej), w których sprawuje pełną kontrolę.
- Wyłączone strefy ekonomiczne (EEZ – Exclusive Economic Zone) – rozciągające się poza wodami terytorialnymi, gdzie państwa mają prawo do eksploatacji zasobów morskich (np. połowów czy wydobycia surowców), ale nie sprawują pełnej suwerenności.
- Wody międzynarodowe, gdzie obowiązują regulacje prawa międzynarodowego i decyzje podejmowane są w ramach współpracy międzynarodowej.
Ta skomplikowana struktura polityczna i gospodarcza sprawia, że monitoring oraz podejmowanie działań ochronnych wymaga koordynacji między wieloma państwami i organizacjami. HELCOM, jako organizacja międzynarodowa, odgrywa kluczową rolę w zbieraniu danych i inicjowaniu wspólnych działań, ale ich skuteczność zależy od decyzji poszczególnych rządów i priorytetów gospodarczych danego kraju.
Podział ten powoduje również trudności w egzekwowaniu norm ochrony środowiska oraz w jednoznacznym określeniu odpowiedzialności za potencjalne katastrofy ekologiczne. Skażenia nie znają bowiem granic politycznych – toksyny uwolnione w jednym miejscu mogą zostać przeniesione przez prądy morskie do innego kraju, powodując problemy transgraniczne, wymagające skoordynowanych działań na poziomie międzynarodowym.
http://archive.iwlearn.net/helcom.fi/publications/bsep/en_GB/bseplist/index.html
tu macie różne raporty z różnych lat, ciekawe materiały
Czy Bałtyk można uratować?
Obecnie prowadzone są liczne inicjatywy mające na celu zneutralizowanie zagrożeń związanych z zalegającą na dnie Morza Bałtyckiego bronią chemiczną i amunicją. Jednym z kluczowych projektów jest „MUNIMAP: Baltic Sea Munition Remediation Roadmap„, zainaugurowany w lutym 2024 roku przez Instytut Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie. Celem tego przedsięwzięcia jest opracowanie kompleksowej strategii usuwania niebezpiecznych pozostałości po II wojnie światowej z dna Bałtyku.
Równolegle, młodzi naukowcy poszukują innowacyjnych metod oczyszczania morza. Dawid J. Kramski, doktorant z Politechniki Wrocławskiej, otrzymał grant od Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) na badania nad wykorzystaniem modyfikowanych polimerów stosowanych w druku 3D do usuwania arsenu z wód Bałtyku. Arsen ten pochodzi z rozkładającej się broni chemicznej i stanowi poważne zagrożenie dla ekosystemu morskiego oraz zdrowia ludzkiego. Więcej tutaj
W Polsce działa również Międzyresortowy Zespół ds. Materiałów Niebezpiecznych Zalegających na Obszarach Morskich RP, który koordynuje działania związane z identyfikacją i neutralizacją zagrożeń wynikających z zalegających na dnie Bałtyku materiałów niebezpiecznych. W grudniu 2024 roku odbyło się dziesiąte posiedzenie tego zespołu, podczas którego omówiono postępy w realizacji zadań związanych z badaniem i neutralizacją zatopionej broni chemicznej. Więcej tutaj
Było też kilka inicjatyw, które, jak się wydaje, nie przetrwały próby czasu. Czasem można odnieść wrażenie, że powstały głównie dla wizerunkowej korzyści podmiotów w nie zaangażowanych, a następnie stopniowo wygasły. Możliwe, że takim przypadkiem jest projekt #BałtykDlaPokoleń, zainaugurowany w grudniu 2021 roku przez Enea i UN Global Compact Network Poland, który miał na celu zwiększenie świadomości społecznej i wypracowanie rozwiązań w zakresie zagrożeń związanych z zalegającą na dnie Bałtyku bronią chemiczną.
Wszystkie te inicjatywy świadczą o rosnącym zaangażowaniu zarówno naukowców, jak i instytucji rządowych oraz międzynarodowych w poszukiwaniu skutecznych metod neutralizacji zagrożeń związanych z zalegającą na dnie Bałtyku bronią chemiczną. Jest jednak małe „ale” lub „jednak”.
Znamy problem, ale co dalej?
Z raportów HELCOM, BSEP i niezależnych badań wynika, że mamy szczegółowe informacje na temat skażenia Bałtyku. Wiemy, gdzie zalegają wraki, gdzie rozkładają się pojemniki z iperytem, jak zmieniają się prądy morskie i jak zanieczyszczenia przedostają się do organizmów morskich. Jednak sama wiedza nie wystarczy – trzeba działać.
Spośród licznych doniesień medialnych wyłania się pewien schemat – to głównie młodzi naukowcy i niezależne organizacje ekologiczne podejmują próby rozwiązania problemu, często przy ograniczonym finansowaniu i bez szerokiego wsparcia politycznego. Przykładem są badania nad nowymi metodami usuwania arsenu czy poszukiwania skutecznych metod neutralizacji broni chemicznej.
Z jednej strony organizowane są debaty, konsultacje i międzynarodowe konferencje. HELCOM, Unia Europejska czy organizacje ONZ podejmują temat w oficjalnych dokumentach. Z drugiej strony – konkretnych decyzji i działań jest niewiele. Dlaczego?
- Koszty – usunięcie zatopionych toksyn z dna Bałtyku byłoby ekstremalnie drogie. A skoro broń zatopiono „na szybko” 80 lat temu, to teraz równie „na szybko” problemu nie da się rozwiązać.
- Brak jednoznacznej odpowiedzialności – broń zatapiały różne państwa, część wraków należy do firm prywatnych, inne do byłych flot wojennych. Kto powinien finansować oczyszczanie?
- Interesy gospodarcze – wyciąganie toksycznych odpadów to trudna operacja, która może wpłynąć na rybołówstwo, żeglugę i podmorską infrastrukturę, co budzi opór biznesowy.
Zwykle na debatach, rezolucjach i planach działania bez daty realizacji. Tymczasem problem narasta – beczki rdzewieją, wraki się rozpadają, a kolejne pokolenia mogą odziedziczyć Morze Bałtyckie jako ekologiczne cmentarzysko.
Czas płynie, stal koroduje, toksyny czekają na swój moment. Bałtyk nie będzie czekał, aż politycy skończą debatować. Pytanie brzmi: czy zdążymy podjąć realne działania, zanim historia rozwiąże ten problem za nas – na sposób, który będzie dla nas najmniej korzystny?
Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra
