Przeglądałem z synem aplikację z ruchem planet i wtedy mignął mi Merkury, ten malutki, wiecznie zagnany przypalony kamień krążący przy samym Słońcu. Nagle wróciło wspomnienie: kiedyś oglądałem jego przejście przez tarczę słoneczną. Teleskop był skierowany w stronę Słońca, ale nie patrzyłem w okular, obraz rzucałem na białą kartkę na prowizorycznej „półce” z drutu. I tam, na papierze, działo się coś absurdalnie pięknego: maleńka kropka przesuwała się po jasnym krążku jak pyłek na reflektorze. Zresztą zaćmienia Słońca też tak oglądaliśmy.

I pomyślałem: Okej, fajny pokaz mechaniki nieba… ale czy ktoś w ogóle interesuje się Merkurym na serio? Z planetami zwykle jest jak z celebrytami: jedne mają PR, inne stoją w cieniu. Merkury wyglądał jak ten, o którym wszyscy pamiętają tylko przy tranzycie.

Z Merkurym było do tej pory trochę jak z kolegą z pierwszej ławki: wszyscy wiedzą, że istnieje, ale mało kto naprawdę go odwiedza. A jednak… jeśli spojrzeć na historię, to te „wizyty” są jak rzadkie komety:

Mariner 10 (NASA) w latach 1974–1975 przeleciał obok Merkurego trzy razy i przywiózł tysiące zdjęć, pokazując nam prawie połowę powierzchni planety. Potem… cisza. Ponad 30 lat przerwy w odwiedzinach tego „pierwszego przy Słońcu”.


MESSENGER (NASA) i to już była wizyta „na serio”, bo sonda weszła na orbitę i pracowała tam ponad cztery lata (2011–2015). To dzięki niej wiemy m.in. dużo więcej o składzie powierzchni, historii geologicznej i o tym, że w okolicach biegunów są depozyty zdominowane przez lód wodny. (Tak, lód. Na planecie kojarzonej z patelnią.)

i w zasadzie niewiele więcej, by wreszcie wreszcie BepiColombo (ESA + JAXA) poleciał i zajął się tym zapomnianym globem. tu robi się najciekawiej.

BepiColombo (ESA–JAXA) rusza w drogę na Merkurego — start z Kourou w Gujanie Francuskiej.
Źródło zdjęcia: ESA–CNES–Arianespace, 2018.

Siedem lat temu (start 20 października 2018) ESA i JAXA odpaliły w stronę Merkurego misję BepiColombo. I to jest ważne: nie „sondę”, tylko dwa orbitery naukowe. Europejski MPO ma patrzeć na samą planetę z bliska, a japoński Mio (dawniej MMO) ma krążyć dalej i badać to, co Merkurego otula i smaga: pole magnetyczne, plazmę i wiatr słoneczny. No tak, ale to było kilka lat temu, a ja o tym piszę teraz? No właśnie: dopiero teraz „ekipa” naprawdę dojeżdża do przystanku końcowego. ESA podaje, że wejście na orbitę Merkurego jest planowane na listopad 2026, a regularna nauka ruszy na początku 2027.  Wobec czego najpierw mała dygresja i wracamy do misji BepiColombo.

Wizja artystyczna misji BepiColombo z sondami Mercury Planetary Orbiter (po lewej) i Mercury Magnetospheric Orbiter (po prawej) (żródło Wikipedia, właściciel National Aeronautics and Space Administration (NASA))

Muszę Wam coś napisać o drodze i odległościach bo robi się dziwnie.Merkury jest nieprzyzwoicie daleko (ale to i tak pikuś w gdy piszemy o innych planetach czy galaktykach). Średnia odległość Ziemia–Merkury to około 155 milionów kilometrów. To jakieś 403 “odległości Ziemia–Księżyc” ustawione w jednym rzędzie. I nawet światło potrzebuje na taki dystans około 8,6 minuty. A w praktyce bywa bliżej albo dalej, zależnie od tego, gdzie akurat są planety na orbitach w skrajnych ustawieniach rząd wielkości to około 77 do 222 mln km zależnie od tego, gdzie akurat są planety na orbitach w skrajnych ustawieniach rząd wielkości to ~77–222 mln km). A teraz czy to naprawdę daleko?

Infografika, pokazująca czas przelotu (przejazduprzepłynięcia, przebiegu 😉 ) grafika własna dla Ekscynatorium.pl Domena publiczna.

Po drugie: to nie jest Google Maps, gdzie ustawiasz trasę „Łódź → Warszawa”, jedziesz i Warszawa grzecznie czeka w tym samym miejscu.
Z Merkurym (i w zasadzie z każdym ciałem niebieskim) jest tak, że jakbyście polecieli „tam, gdzie on jest teraz”, to po drodze odkrylibyście brutalną prawdę: jego już tam nie ma. Punkt docelowy porusza się po orbicie, i to w trzech wymiarach, a Wy nie jedziecie po asfalcie, tylko negocjujecie z geometrią Układu Słonecznego.

Projektując drogę, trzeba brać pod uwagę odległość, kierunek i prędkość ruchu celu oraz rzecz najbardziej bezlitosną: koszty, czyli paliwo i energię. I tu pojawia się paradoks, który uwielbiam: lot „bliżej Słońca” wcale nie jest łatwiejszy. Żeby zejść do Merkurego, trzeba względem Słońca… wyhamować. A hamowanie w kosmosie bywa droższe niż rozpędzanie.

Dlatego między innymi stosuje się proce grawitacyjne i dlatego ten lot jest tak długi: statek „podkrada” trochę zmiany prędkości planetom, przelatując obok nich w odpowiednim miejscu i czasie. BepiColombo zaliczył przelot koło Ziemi i Wenus, a potem serię przelotów koło samego Merkurego, ostatni taki „ostatni szlif” trajektorii to przelot z 8 stycznia 2025, który ESA opisuje jako finalny manewr asysty grawitacyjnej potrzebny, by w końcu dać się złapać na orbitę w 2026.

I jeszcze jedno: to nie jest tak, że „wydłużamy lot i nic się nie dzieje”. Po drodze też wpadają konkretne bonusy: podczas piątego przelotu (1 grudnia 2024) misja wykonała pierwsze w historii obserwacje Merkurego w średniej podczerwieni, a podczas przelotów w 2024/2025 sypnęło też świetnymi zbliżeniami kraterów i rejonów biegunowych. To trochę jakbyś jechał na wymarzoną wyprawę i już na stacjach po drodze dostawał materiały do reportażu.

Co BepiColombo będzie badać „na miejscu” i jak?

BepiColombo to duet dwóch braci, ale jeśli miałbym ich rozróżnić po charakterze, to MPO (ESA) jest tym typem, który bierze plecak, lupę, notes i mówi: „Dobra, pokaż mi skały. I jeszcze raz, tylko dokładniej.” Mio woli mapy o oglądanie wszystkiego z innych stron.

BepiColombo-MPO [ESA]

MPO to jest geolog z lupą + geodeta + fotograf od map w jednym. Ma latać nisko nad Merkurym po polarnej orbicie (mniej więcej 480 × 1500 km) i interesują go trzy rzeczy: jak wygląda powierzchnia, co to za materiały i co ta planeta ma w środku. To nie jest prosty aparat z kilkoma obiektywami to złożone urządzenie i składa się z:
Moduł MERTIS patrzy w podczerwieni: z jednej strony widzi temperaturę, z drugiej rozróżnia rodzaje skał po tym, jak emitują promieniowanie cieplne.
To jest trochę jak termowizja połączona z badaniem „z czego to jest zrobione”, tylko zamiast ściany domu mamy rozgrzaną powierzchnię planety.

Moduł SIMBIO-SYS To pakiet do obrazowania i spektroskopii: zdjęcia + „kolory, których nie widzi oko”. SIMBIO-SYS ma mapować powierzchnię tak, żeby dało się rozróżnić różne jednostki geologiczne i ich skład. Czyli nie tylko: „ładny krater”, ale: „krater z materiału A, obok płaty materiału B, a tu ślady czegoś, co wygląda jak geologiczna opowieść sprzed miliardów lat.” Będzie też sprawdzał czy faktycznie w niektórych kraterach może być lód.

Moduł MIXS Tu robi się pięknie podstępnie: Słońce bombarduje Merkurego promieniowaniem X, a skały odpowiadają… fluorescencją rentgenowską. MIXS „zbiera odpowiedź” i pozwala wyciągnąć skład pierwiastkowy powierzchni. Jakby Merkury mówił: „zobacz, ile mam magnezu, krzemu i innych składników”.

Moduł MORE to instrument, który nie tyle patrzy, co słucha, jak zachowuje się orbita sondy. Bardzo precyzyjne śledzenie radiowe pozwala odtworzyć pole grawitacyjne Merkurego.
A z grawitacji da się wyczytać wnętrze: jak jest zbudowany, jak rozłożona jest masa, co siedzi pod skorupą. Bonusowo: w tak silnym polu grawitacyjnym Słońca da się też robić bardzo czułe testy fizyki.

Moduł SERENA to zestaw czujników od neutralnych atomów i jonów. Łapie to, co ulatuje i krąży nad Merkurym w jego skrajnie rozrzedzonej „atmosferze” (egzosferze).
I spina całą historię w logiczny łańcuch: powierzchnia → egzosfera → magnetosfera. Co jest wybijane przez mikrometeoroidy? Co wyrywa wiatr słoneczny? Co ucieka, a co wraca? To trochę jak analiza „zapachu” planety.

Wizualizacja artystyczna orbitera MIO. Własność JAXA

Mio – brat, który nie ogląda skał. On ogląda… to, co skały dostają po głowie

Jeśli MPO jest geologiem od map, to Mio (JAXA) jest kimś w rodzaju meteorologa tylko że nie od deszczu, a od kosmicznej pogody. Bo Merkury, biedak, żyje tuż przy Słońcu i obrywa od niego nieustannym biczem wiatru słonecznego. Japońscy naukowcy wykoncypowali: nie patrzymy tylko na planetę, ale też na to, co się dzieje wokół niej. Bo część tajemnic Merkurego nie leży w kraterach, tylko w tym, jak jego (dość dziwne) pole magnetyczne walczy (albo nie walczy) z naporem Słońca. Czym to wszystko bada? A na przykład:

Modułem MGF. To jest podstawowy zmysł Mio: mierzy pole magnetyczne (magnetometr). Dzięki temu powinniśmy dowiedzieć się, gdzie jest „bańka ochronna”, jak się odkształca, gdzie ma dziury, gdzie robi się turbulencja.

Moduł MPPE – licznik cząstek, który
mierzy elektrony i jony w różnych energiach.
To one są „pogodą” w kosmosie: czasem spokojny wiatr, czasem strzał jak z myjki ciśnieniowej. Z tych danych da się wyczytać, skąd cząstki przyszły, jak się rozpędzają i gdzie są „strefy burzowe”.

Moduł PWI to „mikrofon” magnetosfery naukowcy założyli, że jeśli magnetosfera to instrument muzyczny, to PWI słucha, jak gra. Mierzy fale plazmowe oraz zmiany pól elektrycznych i magnetycznych. Po co? Bo fale to często znak, że gdzieś dzieje się transfer energii, rekoneksja, przyspieszanie cząstek – czyli rzeczy, które w kosmosie odpowiadają za „zorzę”, tylko że na Merkurym jest to dużo bardziej… surowe. Tam nie doświadczymy zorzy jaką znamy u nas na naszej kochanej Ziemi. Tam atmosfera jest szczątkowa i zorza przejawia swoje oblicze w spektrum dla nas niewidocznym (np. promieniowanie X)

Moduł MSASI – detektyw od egzosfery Merkury nie ma atmosfery jak Ziemia (kilka linijek temu też o tym pisałem), ale ma egzosferę – ultrarozrzedzoną otoczkę atomów, które są wybijane z powierzchni (poprzez mikrometeoroidy, wiatr słoneczny, promieniowanie). MSASI patrzy m.in. na sód w ultrafiolecie i pomaga śledzić, jak ta „mgiełka” zmienia się w czasie. Najogólniej to MPO mówi „jaki jest grunt”, a Mio pyta: „co z tego gruntu właśnie ucieka?”

Moduł MDM – łapacz pyłu. Pył w kosmosie brzmi jak nic, ale potrafi wiele powiedzieć. Drobiny uderzające w powierzchnię mogą wybijać atomy, dokładać materiał do egzosfery, zmieniać lokalnie warunki. MDM ma rejestrować te mikrouderzenia i pomagać odpowiedzieć na pytanie: ile z tego, co „wisi” nad Merkurym, bierze się z pyłu, a ile z wiatru słonecznego?

BepiColombo to duet „dwóch braci”, o różnych charakterach ale mimo to współpracujących i wspierających się. Do naprawdę świetne narzędzie i pokaz ciekawych rozwiązań (a nie tylko szeregu kosmicznych nazw – co tam naukowcom dodają do kawy, że zawsze znają jakieś wymyślne określenie na „aparat fotograficzne”).

Grafika własna na podstawie grafiki od ESA, tłumaczenie własne. (ESA/ATG medialab)

Podsumowanie

Gdy ten duet wreszcie wejdzie na swoje docelowe orbity, naukowcy liczą na kilka dużych „aha!” – takich, które nie są tylko ciekawostką o jednej planecie, ale kawałkiem instrukcji obsługi planet skalistych i poradnikiem przetrwania w strefie, gdzie Słońce nie świeci, tylko napiera.

  • Dlaczego Merkury w ogóle ma pole magnetyczne?
    Jest mały, a jednak coś w jego wnętrzu nadal pracuje. Czy to „serce” planety bije inaczej niż ziemskie? Co to mówi o rdzeniu i historii stygnięcia?
  • Skąd się wzięła jego dziwna gęstość i „żelazność”?
    Merkury jest jak planeta zrobiona z ciężkich składników bardziej niż by się spodziewać. Czy to efekt dawnych kolizji, czy innej historii powstawania blisko Słońca?
  • Jak wygląda chemia powierzchni, kiedy Słońce stoi metr od twarzy?
    (No dobra, prawie.) Jak zmienia się minerał po miliardach lat w „słonecznym grillu”? Gdzie są różnice w składzie i co mówią o ewolucji skorupy?
  • Co naprawdę dzieje się w egzosferze i skąd biorą się tam atomy?
    Czy dominuje wiatr słoneczny, mikrometeoroidy, a może oba na zmianę – jak dwa różne „tryby” doby na Merkurym?
  • Jak działa magnetosfera w ekstremum blisko Słońca?
    To może być lekcja nie tylko o Merkurym: to naturalne laboratorium procesów, które rządzą kosmiczną pogodą, a pośrednio wpływają też na nasze satelity i technologie.

Najładniejsze jest to, że te odpowiedzi nie przyjdą jako jedna wielka „tajemnica rozwiązana” na koniec odcinka. One będą się składać jak puzzle: jedno dopowie MPO, drugie dośpiewa Mio, a trzecie wyjdzie dopiero wtedy, gdy porównasz dane z obu naraz. Nie jedno genialne zdjęcie, tylko spójny obraz z wielu warstw. I bardzo dobrze bo to oznacza, że na Merkurym zaczyna się robota na lata. A ja mam wrażenie, że dopiero teraz robi się naprawdę ciekawie. Czekam i jak coś dam znać co tam się dzieje.

Ciekawe linki:

Trudniejsze pojęcia:

Mapa geochemiczna – mapa pokazująca, jak na powierzchni planety rozkładają się pierwiastki i związki chemiczne (np. magnez, krzem, siarka).

Depozyty lodu wodnego – miejsca, gdzie w wiecznie zacienionych rejonach (np. kraterach polarnych) może zalegać lód, bo temperatura nigdy nie pozwala mu wyparować.

Obrazowanie w „fałszywych kolorach” – sposób prezentacji danych, w którym kolory nie odpowiadają temu, co widzi oko, tylko np. różnicom składu, temperatury lub jasności w innych zakresach światła.

Egzosfera – skrajnie rozrzedzona „atmosfera” z pojedynczych atomów i cząstek krążących nad powierzchnią, które łatwo uciekają w przestrzeń.

Altimetr laserowy – urządzenie mierzące wysokości terenu, wysyłając impuls laserowy i licząc czas jego powrotu po odbiciu od powierzchni.

Spektroskopia / spektrometria – technika badania materii poprzez analizę widma promieniowania (pochłaniania/emisji), żeby ustalić skład lub własności fizyczne.

Spektroskopia obrazująca – spektroskopia połączona ze zdjęciem, gdzie dla każdego punktu obrazu dostajesz informację o widmie, a więc i o składzie.

Widmo elektromagnetyczne – pełny „zestaw” rodzajów promieniowania od fal radiowych, przez podczerwień i światło widzialne, po UV, rentgen i gamma.

Rekoneksja magnetyczna – proces, w którym linie pola magnetycznego „przepinają się”, gwałtownie uwalniając energię i przyspieszając cząstki.

Magnetosfera – obszar wokół planety, w którym jej pole magnetyczne w dużej mierze kontroluje ruch naładowanych cząstek i osłabia napór wiatru słonecznego.

Inklinacja orbity – kąt nachylenia orbity względem wybranej płaszczyzny odniesienia (np. równika planety albo ekliptyki).

Magnetopauza – granica magnetosfery, gdzie napór wiatru słonecznego równoważy się z „ciśnieniem” pola magnetycznego planety.

Asysta grawitacyjna / proca grawitacyjna – manewr przelotu obok planety, który pozwala zmienić prędkość i kierunek lotu statku kosmicznego, „pożyczając” odrobinę energii orbitalnej od tej planety.

Tranzyt – przejście planety na tle tarczy gwiazdy (np. Merkurego na tle Słońca), widoczne jako mała kropka przesuwająca się po jasnym dysku.

Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra

By Aleksander Sanetra

Cześć! Nazywam się Aleksander Marcin Sanetra, jestem pasjonatem nauki, technologii, sztuki i życia, a także twórcą, pisarzem i copywriterem. Moje zainteresowania są niezwykle szerokie i obejmują takie dziedziny jak historia, fizyka kwantowa, astrofizyka, filozofia, elektronika, retro elektronika oraz wiele innych. Prowadzę interdyscyplinarny blog, który ma na celu inspirowanie i edukowanie, pokazując, że nauka może być nie tylko pouczająca, ale także fascynująca. Odważysz się wejść w mój świat, który (notabene) jest i twoim światem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *