Żyć szybciej niż się pisze

Wiecie, jako autor tekstów, czasami mam wrażenie, że mój mózg gra w innej lidze niż reszta mnie. Myśli wpadają z prędkością kuli karabinowej, pomysły kiełkują niczym magiczna fasola (z baśni angielskiej), przeskakują między historiami, eksplodują jeden za drugim, a ja — biedny śmiertelnik — próbuję tylko za nimi nadążyć. Tworzy się niejako sfera myśli ogarniająca cały pomysł od początku przez rozwinięcie do epickiego końca. Problem w tym, że zanim sięgnę po notatnik, zanim odblokuję telefon, zanim wypowiem pierwsze słowo do dyktafonu… połowa tych myśli już gdzieś znika. Rozpływa się jak sen, którego jeszcze przed chwilą byłem pewien, ale teraz mogę tylko powiedzieć: „Cholera! Jak to było?”

Mimo to zawsze noszę ze sobą notatnik. Telefon z dyktafonem. A nawet — nie śmiejcie się — starego, poczciwego analogowego Panasonica RN-302 na kasety. Ten dyktafon uratował mi niejeden tekst, niejeden „flow myślowy”, który zdążyłby się rozpaść, zanim dotarłbym do klawiatury, Jednak nie uratował wszystkiego.

I to wcale nie jest jakaś moja osobista przypadłość. Mamy tak wszyscy. Nasz umysł pracuje wielotorowo — potrafi jednocześnie ogarnąć początek, środek i koniec idei. Albo przynajmniej daje nam to złudzenie. A kiedy próbujemy ten złożony konstrukt przenieść na zewnątrz — na papier, ekran, do ust — coś się urywa. Coś się zacina.

I właśnie wtedy pojawia się to pragnienie. Może nawet więcej — technoutopia, która wygląda na coś jak  science fiction, a coraz bardziej staje się realnym medium:

Dyktafon myśli.

Coś, co rejestruje myśl zanim zdążysz ją wypowiedzieć. Zanim ucieknie. Coś, co zapamiętuje nie tylko słowa, ale i kontekst, emocje, niedopowiedzenia. Jak gdybyś miał osobistego stenografa siedzącego w Twojej głowie, gotowego w każdej chwili zanotować błysk inspiracji.

I nie jestem w tym marzeniu sam. Co chwilę w mediach pojawiają się newsy o kolejnych przełomach. Elon Musk i jego Neuralink, startupy jak Synchron czy Neurable, opaski EEG, które rozpoznają stan skupienia, a nawet eksperymenty, w których ludzie piszą… myślami. Brzmi szalenie? Może. Ale jeszcze dekadę temu takie rzeczy należały wyłącznie do literatury fantastycznej.

A teraz? W kwietniu 2025 roku 19-letni pacjent z Chin, cierpiący na padaczkę płata czołowego, dzięki implantowi BCI Beinao-1, zdołał zagrać w zaawansowane gry komputerowe, takie jak „Black Myth: Wukong” i „Honor of Kings”, używając wyłącznie swoich myśli. Po mniej niż 20 godzinach treningu osiągnął precyzję sterowania porównywalną z tradycyjnym użyciem myszy komputerowej. System oparty na 256-kanałowym interfejsie oraz systemie operacyjnym XessOS wykorzystuje głębokie uczenie i analizę intencji ruchu, co pozwala na tak zaawansowaną interakcję.


Jeśli potrafię przesłać myśl z mózgu do komputera, to kto powstrzyma komputer przed przesłaniem czegoś do mojego mózgu?

I w tym momencie zaczyna się prawdziwy dylemat. Już nie o kable, chipy i startupy chodzi, ale o coś znacznie głębszego: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy i czy naprawdę da się poprawić mózg — i czy w ogóle powinniśmy — nie tracąc po drodze… siebie?

To już się dzieje: kiedy mózg spotyka elektronikę

Wiecie, to wcale nie jest tak, że nagle przyszedł Elon Musk i wręczył nam chipy do mózgu jak darmowe próbki w supermarkecie. Historia łączenia człowieka z technologią trwa od dekad. Tylko nie nazywaliśmy tego wtedy „transhumanizmem” — nazywaliśmy to… ratowaniem życia.

Zacznijmy od tego, co już dobrze znamy — implanty medyczne. Ktoś nosi rozrusznik serca? Albo ma wszczepiony implant ślimakowy, który pozwala mu słyszeć? To już jest interfejs ciało–maszyna. Tyle że nie rzuca się w oczy, nie świeci neonami i nie piszczy cyberpunkową muzyką. A jednak — to pełnoprawna cybernetyka.

Implanty, które ratują życie

  • Rozruszniki serca to miniaturowe komputery, które monitorują rytm serca i, jeśli trzeba, wysyłają sygnał elektryczny, żeby go „poprawić”. Działają autonomicznie, 24 godziny na dobę. Nie pytają o zgodę — robią, co trzeba.
  • Implanty ślimakowe — zamieniają dźwięki na impulsy elektryczne i stymulują bezpośrednio nerw słuchowy. Dla osoby głuchej to jak wejście do świata dźwięków przez cyfrowe drzwi.
  • Pompy insulinowe, neurostymulatory rdzenia kręgowego, implanty siatkówki – lista stale się wydłuża. Wszystko po to, by poprawić działanie organów lub zmysłów, które z różnych powodów zawodzą.

Ale najciekawiej robi się wtedy, kiedy wszczepy zaczynają rozmawiać z mózgiem. I to dosłownie.

Głębokie stymulacje, które przywracają kontrolę

Są ludzie, którzy nie mogą kontrolować własnych rąk z powodu choroby Parkinsona. Albo mają drżenie samoistne tak silne, że nie są w stanie samodzielnie się napić wody. I wtedy pojawia się rozwiązanie, które brzmi jak scenariusz filmu: głęboka stymulacja mózgu — DBS (ang. deep brain stimulation).

Jak to działa? Chirurg wprowadza elektrodę do konkretnego obszaru mózgu. Urządzenie analizuje aktywność neuronów i wysyła sygnały, które „resetują” nieprawidłowe wzorce. Efekt? Ręka przestaje się trząść. Czasem — dosłownie w ciągu sekundy po włączeniu urządzenia. Można to zobaczyć na filmach — człowiek z silnymi objawami drżenia uruchamia stymulator i… jego ciało się uspokaja. Magia? Nie — elektrody i neurobiologia.

To samo dzieje się w terapii lekoopornej depresji. Osoby, u których nie działają żadne leki, czasem doświadczają ulgi dopiero po wszczepieniu implantu, który delikatnie stymuluje obszary odpowiedzialne za nastrój.

Implanty dla epileptyków

A co z ludźmi, których codzienność to lęk przed nagłym napadem padaczkowym? Tu wkracza coś, co brzmi jeszcze bardziej jak science fiction — interfejsy, które przewidują ataki zanim się wydarzą.

Niektóre z tych urządzeń monitorują fale mózgowe 24/7. Jeśli wykryją „złe wibracje” — czyli nadchodzący atak — potrafią wysłać sygnał elektryczny, który go powstrzyma. To już nie tylko pomoc — to prewencja neurologiczna w czasie rzeczywistym.

Uzależnienia pod kontrolą?

I jeszcze jedno. Choć brzmi to kontrowersyjnie, prowadzi się dziś badania nad użyciem implantów do walki z uzależnieniami — od narkotyków, alkoholu, hazardu. W grę wchodzi stymulacja tzw. układu nagrody — czyli tego, co odpowiada za uczucie przyjemności, głodu nawyku, przymusu.

Wyobraź sobie: masz wszczep, który tłumi głód narkotykowy albo „resetuje” pętlę kompulsywnych myśli. To może być przyszłość terapii — ale i początek etycznego pola minowego. Bo kto decyduje, kiedy „wolna wola” to już choroba, którą trzeba leczyć?

I wiecie co? To wszystko już działa. Nie w laboratorium. W prawdziwym świecie. Na prawdziwych ludziach. To nie są prototypy – to codzienność dla setek tysięcy osób.

A pytanie nie brzmi: czy to możliwe? Pytanie brzmi: dokąd nas to zaprowadzi?

Dla zainteresowanych pokaże Wam kilka ciekawych technologii może Was zaciekawi

NazwaZastosowanieJak działa?Ciekawostka
NeuroPace RNSEpilepsja lekoopornaUrządzenie wszczepiane do czaszki monitorujące aktywność mózgu i wysyłające impulsy tłumiące atakUczy się mózgu pacjenta – działa jak inteligentny tłumik
Medtronic Percept PCParkinson, drżenie samoistne, dystoniaSystem DBS, który rejestruje aktywność mózgu i dostosowuje stymulacjęZapisuje dane do analizy przez lekarzy – pierwszy DBS z funkcją LFP (lokalne potencjały)
Synchron StentrodeKomunikacja u osób sparaliżowanychImplant wprowadzany przez żyłę do mózgu – bez otwierania czaszkiPacjent z USA pisał e-maile i przeglądał sieć wyłącznie myślami
Alpha AMS (Retina Implant)Ślepota wywołana degeneracją siatkówkiMikroimplant pod siatkówką, który „widzi światło” i przesyła sygnały do nerwu wzrokowegoDziała w świetle dziennym – pozwala na rozpoznawanie konturów i ruchu
Deep Brain Stimulation (DBS)Depresja lekoopornaElektroda stymuluje konkretne rejony (np. jądro półleżące) odpowiedzialne za nastrójEksperymentalnie wykorzystywana do leczenia ciężkich przypadków
VNS Therapy (Cyberonics)Epilepsja, depresjaStymuluje nerw błędny – pośrednio wpływa na aktywność mózgowąPacjent sam może aktywować urządzenie w razie potrzeby, np. przy aurze przed atakiem

Kto kontroluje kontrolujących? O etyce w świecie implantów

Z jednej strony — zachwyt. Bo przecież jak tu się nie zachwycić? Ludzie piszą myślami, grają w gry bez rąk, a neurologiczne „szumy” przestają być wyrokiem, tylko stanem przejściowym, który można wyciszyć jak zakłócenia w radiu. Mamy technologię. Mamy możliwości. Jesteśmy o krok od tego, by „ulepszać” mózg nie tylko wtedy, gdy coś się zepsuje — ale wtedy, gdy chcemy więcej, gdy chcemy żyć lepiej.

I tu właśnie warto zapytać: kto nad tym czuwa?

No bo wyobraźmy sobie na chwilę, że do twojego mózgu podłączono interfejs. Działa świetnie — pozwala pisać szybciej, myśleć klarowniej, może nawet pamiętać więcej. Ale… kto odpowiada za jego aktualizacje? Kto programuje algorytmy? Kto ma dostęp do logów? Kto decyduje, że „wersja 2.3” poprawia twoje decyzje, a „wersja 2.4” już je optymalizuje dla lepszej współpracy w zespole? Dla efektywności. Dla dobra firmy. Dla statystyki, dla korporacji będziesz lepszym pracownikiem po implantacji firmowego „chipa”.

Brzmi dramatycznie? Być może. Ale właśnie dlatego temat etyki w tej technologii nie powinien być przypisem na końcu prezentacji. On powinien być na początku każdego projektu.

I teraz konkretnie: czy są już jakieś regulacje? I Tak. I Nie.

Co mamy?

  • FDA w USA zatwierdza konkretne urządzenia medyczne (np. DBS, RNS) jako bezpieczne i skuteczne – ale ocenia głównie aspekt biologiczny, nie społeczny.
  • UE (dzięki rozporządzeniu MDR – Medical Devices Regulation) również ma system kontroli implantów, ale nie mówi zbyt wiele o konsekwencjach społecznych czy etycznych.
  • WHO w 2021 roku opublikowało raport: Ethics and governance of artificial intelligence for health, gdzie pojawia się temat neurotechnologii – ale jako ostrzeżenie, nie gotowe prawo.
  • Istnieją grupy etyczne jak IEEE Brain, które próbują budować kodeksy dobrych praktyk, ale to nadal głównie deklaracje, a nie obowiązujące zasady.
  • W niektórych krajach (np. Niemcy, Szwecja) trwają konsultacje społeczne nt. tzw. cyfrowej integralności osoby – czyli: czy mamy prawo powiedzieć NIE wszczepowi, który stanie się standardem?

A czego nie mamy?

  • Prawa do „offline’owego mózgu” czyli możliwości odłączenia się od pewnych funkcji (oczywiście chodzi tu o dalsza przyszłość, gdzie ewentualny wszczep łączący mnie np. z mediami społecznościowymi mogę sobie uśpić niczym współczesny smartfon.
  • Jasnych zasad, co wolno zbierać i przetwarzać z danych mózgowych (neurodanych) – to były by przepisy i wytyczne podobne do tego co teraz dzieje się z korporacjami technologicznymi i faktem, że zbierają o nas różne informacje- często wbrew nam.
  • Przepisów o tym, kto ponosi odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak — użytkownik, producent, lekarz, czy może… AI? Mnie przeraża co będzie gdy kolejna aktualizacja zawiesi urządzenie lub pojawi się „mózgowy blue screen of death”, przecież co chwile słyszymy, że aktualizacja systemu czy jakiejś aplikacji zakłóciła (w najlepszym razie) pracę
  • Regulacji w kontekście pracodawców, armii, szkół — a przecież to miejsca, gdzie presja na „ulepszenie” może być najsilniejsza. Jak daleko implantacja ma iść w wojsku i w którym momencie to „chip” wymusi wykonanie rozkazu, przy którym żołnierz mógłby się zawahać (także ze względów etycznych). Podział pracowników na „lepszych”, zachipowanych i gorszych bo tego nie chcieli.Jaka będzie różnica pomiędzy artystą który samodzielnie coś stworzy a tym, który dzięki chipowi wygeneruje rzeźbę na drukarce 3D?
    A szkoła? Czy mogę za pomocą chipa lub innego łacznika mózg-komputer uczyć dzieci? Co z etyką? Bo przecież mogę wymusić w ten sposób „jedynie słuszny tor myślenia”

Czy musimy wszystko robić tylko dlatego, że możemy?

Bo może zanim podłączymy mózg do chmury, warto upewnić się, że mamy wyłącznik. Taki dosłowny, awaryjny — jak ten w niektórych urządzeniach „czerwony grzybek”. Nie po to, żeby odcinać prąd. Ale żeby przypomnieć sobie, że w tym całym podpinaniu, synchronizowaniu i aktualizowaniu — jesteśmy jeszcze ludźmi. Na razie.

W świecie, gdzie technologia coraz śmielej wkracza w sferę ludzkiego umysłu, pojawiają się pytania nie tylko o możliwości, ale i o granice. Czy rozwój interfejsów mózg–komputer (BCI) może prowadzić do nowej formy nierówności społecznej? Czy osoby z dostępem do neurotechnologii staną się „superludźmi”, pozostawiając resztę społeczeństwa w tyle?

BCI obiecują rewolucję w medycynie: od przywracania ruchu osobom sparaliżowanym po leczenie chorób neurologicznych. Jednak ich potencjał wykracza poza terapię. Możliwość poprawy pamięci, koncentracji czy zdolności poznawczych budzi kontrowersje. Jak zauważa Anil Seth, dyrektor Centrum Nauki o Świadomości na Uniwersytecie Sussex, istnieje obawa, że dostęp do takich technologii będzie ograniczony do uprzywilejowanych, tworząc nową klasę „neuroelity” .​

Eksperci podkreślają potrzebę wprowadzenia jasnych wytycznych etycznych dotyczących neurotechnologii. Organizacje takie jak UNESCO apelują o globalne standardy, które chroniłyby prawa jednostki, w tym prywatność myśli i autonomię decyzyjną . Obecnie jednak brakuje kompleksowych regulacji, co rodzi ryzyko nadużyć i pogłębiania nierówności społecznych.

Sport i sprawiedliwość: gdzie leży granica?

W sporcie pojawiają się pytania o uczciwość rywalizacji. Czy zawodnik z neuroimplantem poprawiającym refleks powinien konkurować z osobami bez takiego wsparcia? Podobne dylematy etyczne dotyczą użycia technologii w innych dziedzinach życia, gdzie przewaga wynikająca z dostępu do BCI może prowadzić do nowej formy dyskryminacji.​

Dzisiaj podobnym problemem jest korzystanie z protez kończyn — zwłaszcza tych nowoczesnych, zaprojektowanych z myślą o sporcie. Przykład? Oscar Pistorius, południowoafrykański biegacz z amputacjami obu nóg, który startował na igrzyskach olimpijskich z zawodnikami pełnosprawnymi. Jego „ostrza” z włókna węglowego wywołały wtedy globalną dyskusję: czy to jeszcze wyrównywanie szans, czy już przewaga technologiczna? Czy sprężystość i lekkość protez nie dają przypadkiem forów, których nie mają zawodnicy biologiczni? Trybunał Arbitrażowy do spraw Sportu ostatecznie dopuścił go do rywalizacji, ale pytania pozostały. I dziś, gdy mówimy o neuroimplantach poprawiających refleks, czy stymulujących układ mięśniowy — ta granica staje się jeszcze bardziej rozmyta. Bo gdzie kończy się kompensacja, a zaczyna „cyberdoping”?

Nierówne szanse sportowców. Grafika wygenerowana przez AI, na zlecenie [Aleksander Sanetra dla Ekscynatorium] [Domena publiczna]

Neuroimplanty, korporacje i „posłuszni” klienci

Wyobraźmy sobie przyszłość, w której neuroimplanty nie tylko zwiększają produktywność w pracy, ale także… lojalność wobec marki. Czy to fantazja? Może nie tak bardzo. Już dziś neuromarketing bada, jak mózg reaguje na reklamy, kolory czy muzykę. Teraz wyobraźmy sobie, że korporacja instaluje „subtelne” aktualizacje w chipie pracownika: większe skupienie na celach firmy, lepsze zarządzanie stresem… może nawet zwiększoną satysfakcję z osiągania celów sprzedażowych?

Brzmi jak scenariusz science fiction? Jeszcze tak Ciekawie ten problem został opisany w opowiadaniu „Snow Crash” Neala Stephensona, gdzie ludzie są częściowo sterowani przez wirusy które infekują nie tylko cyfrowe awatary ale też i ich właścicieli w realnym życiu. Albo z jeszcze bardziej niepokojącej wizji: „Simulacra and Simulation” Jeana Baudrillarda, gdzie granica między rzeczywistością a symulacją jest tak zatarta, że ludzie nie odróżniają już własnych pragnień od narzuconych impulsów.


A teraz pytanie: co z nasz a ukochaną” polityką?

Jeśli technologie BCI zaczną odgrywać rolę w zarządzaniu obywatelami — nawet pod pretekstem „ułatwiania” życia — ryzykujemy stworzenie narzędzia totalitarnego na poziomie, o którym najśmielsze dystopie nawet nie śniły. Oczywiście mogę tu podać przykład tysiące razy rozkładanego na czynniki Orwellowskiego „1984”. Kultowy już film „Total Recall” bazuje na dziele Philipa DickaTotal Recall (opowiadanie: We Can Remember It for You Wholesale). Tutaj Technologia umożliwia wszczepianie fałszywych wspomnień — np. wakacji na Marsie albo… udziału w ruchu oporu przeciwko tyranii. Rzućcie okiem na „Modyfikowany węgielRicharda Morgana, tutaj ludzka świadomość jest zapisywana cyfrowo na stosach korowych („stacks”) i może być przesyłana do nowych ciał. Władza i korporacje mogą nie tylko przechowywać ale i podsłuchiwać a także modyfikować świadomość osoby. To tylko niewielki przykład powieści i opowiadań próbujących w jakiś sposób pokazać i przeanalizować zagrożenia. Jednak wystarczy wziąć doktryny i rozwiązania sterowania ludźmi z systemów nazistowskich czy socjalistycznych dostosować do modelu w którym propaganda jest  „wklejana” poprzez BCI do mózgów i mamy przepis prawie gotowego sterowanego społeczeństwa.

Pamiętajcie, że nie potrzeba tu nachalnej, widocznej manipulacji. Wystarczy, że poprzez BCI wywołamy drobny dyskomfort — niewielkie uczucie niepokoju, napięcia lub nieprzyjemnego impulsu — dokładnie w momencie pojawienia się myśli sympatyzującej z daną opcją polityczną. Organizm, ucząc się unikać nieprzyjemnych doznań, sam zacznie tłumić takie myśli, uznając je za „niewłaściwe”.
Taka forma programowania nie jest już czystą spekulacją. Badania nad warunkowaniem awersyjnym u ludzi — na przykład eksperymenty z lat 60. prowadzone przez Martina Seligmana i jego współpracowników nad „wyuczoną bezradnością” — pokazały, że nawet subtelne powiązanie nieprzyjemnego bodźca z określonym stanem psychicznym może prowadzić do trwałych zmian zachowania.
Co więcej, nowsze badania, jak eksperymenty z 2018 roku prowadzone na Uniwersytecie Yale (Luke J. Chang,Emily Jolly i inni ), wykazały, że nieświadoma modyfikacja preferencji politycznych jest możliwa przez subtelne skojarzenia emocjonalne – bez świadomego udziału osoby badanej.

Jeśli dodamy do tego bezpośrednie połączenie BCI z ośrodkami emocji w mózgu, nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym polityczna „lojalność” stanie się wynikiem neurologicznego warunkowania, a nie świadomego wyboru.

Coś ciekawego ale i chyba złowróżbnego zaczyna się dziać np chińskim systemie „social credit score”, który nagradza lojalność i karze „złą” aktywność — choć dziś opiera się na kamerach i analizie danych, a nie na implantach (jeszcze) to system już jest – potrzebna „tylko” technologia.

Czyli metody jak to wykorzystać już mamy. Teraz „musi” pojawić się tylko „narzędzie”.


Potrzebujemy refleksji i odpowiedzialności. Rozwój neurotechnologii niesie ze sobą ogromny potencjał, ale także poważne wyzwania. Bez odpowiednich regulacji i etycznej refleksji istnieje ryzyko, że zamiast poprawy jakości życia, BCI przyczynią się do pogłębiania podziałów społecznych. Warto zatem zadać sobie pytanie: czy powinniśmy podążać każdą ścieżką, którą otwiera przed nami technologia, czy też czasem warto się zatrzymać i zastanowić nad konsekwencjami?​

Wygenerowane dla Ekscynatorium.pl Domena publiczna

5 najbardziej kontrowersyjnych wyzwań neurotechnologii


Jeśli więc zrobimy aktualizację mózgu, upewnijmy się, że nie zapomnieliśmy, jak brzmi nasz pierwotny system operacyjny. Ten z błędami, z zawiechami, z tymi wszystkimi „miałem to na końcu języka”. Bo być może właśnie te usterki — to, że nie jesteśmy idealni — czyni nas najbardziej ludzkimi.

A jeśli kiedyś naprawdę powstanie dyktafon myśli, to miejmy przynajmniej pewność, że to my wciskamy „record”.

Dziękuję za uwagę
Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra

By Aleksander Sanetra

Cześć! Nazywam się Aleksander Marcin Sanetra, jestem pasjonatem nauki, technologii, sztuki i życia, a także twórcą, pisarzem i copywriterem. Moje zainteresowania są niezwykle szerokie i obejmują takie dziedziny jak historia, fizyka kwantowa, astrofizyka, filozofia, elektronika, retro elektronika oraz wiele innych. Prowadzę interdyscyplinarny blog, który ma na celu inspirowanie i edukowanie, pokazując, że nauka może być nie tylko pouczająca, ale także fascynująca. Odważysz się wejść w mój świat, który (notabene) jest i twoim światem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *