Dorwałem mocno zleżaną Amigę 500. Czy się uda?

Oj na początek dwie sprawy, nie dokumentowałem naprawy, bo po analizie stwierdziłem, że nic z tego nie będzie. Komputer był zalany, miał wszystko zardzewiałe, w środku piasek. Okazało, sie że komputer ma rozszerzenie pamięci ale z wylaną baterią i śniedzią na ścieżkach. Lakier na płytce się łuszczył. Koszmar. Tak naprawdę to Amiga miała być dawcą organów dla innej Amigi. Druga sprawa, nie wybielam plastików, ze dwa razy to robiłem, ale dałem sobie spokój. Tym razem także zostawiam „plastikową patynę”.

Straszne to, ale do ogarnięcia

Zabrałem się do pracy jednak tym razem z innej strony. Musiałem nabrać weny do tej gorszej części naprawy. Rozkręciłem ustrojstwo do najmniejszej śrubki i do szorowania. Obudowa, klawisze, folia stykowa, płytka klawiatury, jęzor stacji dysków.

Drugą częścią „akcji szorowanie” było odrdzewienie blaszanych ekranów. a wiec benzyna, szlifowanie, odrdzewiacz i ponowne szlifowanie. Efekt zadowalający wiec czyszczenie chemiczne, lakierowanie i niech się „wyśmierdzi” daleko od wszelkich nosów.

Miałem się zabrać za płytkę rozszerzenia … wstępnie sie poddałem, odlutowałem resztki baterii i całość przetarłem alkoholem izopropylowym. Odłożyłem z nieukrywanym smutkiem (chyba) nieboszczyka.

Szybkie przedmuchanie stacji dysków, „alkoholowanie” czego popadnie i zabieram się za płytę główną

A500 płyta główna z g…na. Oj czego tam nie było, pajęczyny jakieś maziste „coś”, wszechobecny kurz, piasek i zdechłe pająki i rdza. Metalowe elementy do odrdzewiania, reszta pod „izopropyl” i szorowanie pędzelkami na przemian ze sprężonym powietrzem. Suszenie i … szatańska myśl. podłączę samą płytę główną!

Nastała grobowa cisza, tylko kineskop monitora Commodore 1802 trzeszczał … Cisza … Ech, zdechł pies nic nie widać na ekranie … a nie czekajcie po chwili coś zamrugało i pojawiła się dyskietka. Trwało to dłużej, być może dla tego, że nie podłączyłem klawiatury i stacji dysków. Świetnie poprawił mi sie humor.

Całość zapakowałem do obudowy, założyłem odświeżone blachy. Oczywiście klawiatura, stacja, górna część obudowy i śrubki. Uff jestem szczęśliwy.

Podłączam całość do monitora, włączam i … cisza. NO! Żesz! Rym! Do! Bolera!

Stacja dysków nie gada, nie cyka, nie rzęzi i tylko dioda świeci. Ech, po co skręcałem całość. Krótkie pomiar i stacja nie odpowiada, bo ma za niskie napięcia. Olać to mam zapasową, kiedy indziej dokonam reanimacji. Podmieniam, łączę (tym razem nie skręcam) i … Amiga soczyście zazgrzytała. Dyskietka do dziury i po chwili na ekranie magia kolorów a z głośników przyjemna nutka z „Lotus Esprit Turbo Challenge”.

Komputer spisany na straty ożył, nie skończy jako dawca organów! Nie mam serca tego zrobić.

Teraz trzeba zabrać się za resztę, nieszczęsne rozszerzenie, modulator, i dżojstik z tajemniczym dodatkiem. ciekawe po co to coś w dżojstiku. Tak na marginesie, wiecie, że ktoś mądry uznał, że trzeba nadać dżojstikowi polską nazwę? Wielce uczony człowiek uznał, że najlepiej będzie nazwać to tajemnicze zachodnie urządzenie „Manipulatorem drążkowym” … No tak, próbuję sobie wyobrazić dialogi dzieci u schyłku PRLu używającego tego polskiego określenia.

Tyle dzisiaj, postaram się następnym razem zrobić lepszą dokumentacje

Pozdrawiam i do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra

By Aleksander Sanetra

Cześć! Nazywam się Aleksander Marcin Sanetra, jestem pasjonatem nauki, technologii, sztuki i życia, a także twórcą, pisarzem i copywriterem. Moje zainteresowania są niezwykle szerokie i obejmują takie dziedziny jak historia, fizyka kwantowa, astrofizyka, filozofia, elektronika, retro elektronika oraz wiele innych. Prowadzę interdyscyplinarny blog, który ma na celu inspirowanie i edukowanie, pokazując, że nauka może być nie tylko pouczająca, ale także fascynująca. Odważysz się wejść w mój świat, który (notabene) jest i twoim światem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *