(papuga potocznie/slangowo prawnik)

Wstęp

Wizja: Nasi przodkowie „gapią się w gwiazdy”. Grafika wygenerowana przez AI, na zlecenie [Aleksander Sanetra dla Ekscynatorium] [Domena publiczna]

Oj uwielbiamy gapić się w niebo, pewnie robiliśmy to jeszcze dyndając na drzewie i iskając się wzajemnie. Potem kropki zaczęły „coś” nam mówić” Jeszcze nie wiedzieliśmy co. Gdy znudziło nam się bazgranie po ścianach jaskiń rozpoczęliśmy intensywne zwiedzanie tego „płaskiego czegoś” co głupcy (ekhem uczeni) nazwą Ziemią, i zmówią nam wcale nie jest płaska.

Wtedy te kropki, które z jakiegoś tajemniczego powodu pojawiały się tylko wtedy, gdy „tego ciepłego czegoś na co nie można patrzeć ” nie ma, zaczęły pokazywać się w tych samych miejscach. A może zawsze tam były? Tylko teraz zaczęliśmy je zauważać?

Wkrótce odkryliśmy, że niektóre z nich zwiastują zmiany, jak choćby pojawienie się zwierząt przy rzece. Niektórzy z nas postanowili nawet te kropki narysować i połączyć liniami. „O, kurczę! To wygląda jak ten ptak nad wodą, co ryby nam wykrada!” I tak narodziły się gwiazdozbiory, którym nadaliśmy nazwy, a z czasem nawet przypisaliśmy „magiczne właściwości”.

Tyle, że nie byłoby nas, gdybyśmy nie chcieli więcej. Gapić się to za mało, my chcemy pomacać! Okazało się jednak, że żeby pomacać te kropki, trzeba się cholernie natrudzić.
Tak właśnie zaczęliśmy wysyłać w ich stronę nasze pierwsze statki kosmiczne. Na początku nieśmiało – byle coś poleciało. Potem zaczęliśmy dodawać różne gadżety i instrumenty, a na końcu zostawialiśmy nasze „rzeczy” w kosmosie, by same stały się nowymi kropkami na nocnym niebie.

No! To teraz trzeba znaleźć głupka, który wskoczy do ciasnej klitki na szczycie zbiornika z materiałami wybuchowymi i z uśmiechem na twarzy pozwoli się wystrzelić w stronę tych nieszczęsnych kropek!

Eksploracja

Faktyczna eksploracja kosmosu rozpoczęła się od momentu, który na zawsze zmienił naszą relację z przestrzenią poza Ziemią. W 1957 roku Związek Radziecki wystrzelił Sputnika 1 – pierwszy sztuczny satelita, który zapoczątkował wyścig kosmiczny i był ogromnym sukcesem a jego polityczne reperkusje zdominowały kolejne lata jak nie dziesięciolecia. Ten kamień milowy zasygnalizował, że ludzkość weszła w nową erę, w której przekraczanie granic naszej planety stało się rzeczywistością. Rywalizacja między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi szybko nabrała tempa.

Potem jeszcze sobie trochę polataliśmy (z różnymi skutkami i efektami)

Kolejnym przełomem było lądowanie człowieka na Księżycu podczas misji Apollo 11 w 1969 roku. Ten spektakularny wyczyn symbolizował nie tylko triumf nauki, ale także możliwości technologiczne i determinację, która zdominowała zimnowojenne zmagania supermocarstw.

Jednakże od samego początku ten fascynujący wyścig techniczny wiązał się z istotnymi problemami prawnymi i etycznymi. Państwa szybko zdały sobie sprawę, że przestrzeń kosmiczna nie może być dziką strefą bez regulacji. Z jednej strony pojawiały się pytania o własność kosmicznych zasobów, z drugiej strony, w miarę rozwoju technologii, rosły obawy związane z potencjalnym wykorzystaniem przestrzeni kosmicznej do celów militarnych.

Pierwsze problemy czyli „co wolno, a czego nie”

Już w latach 60. XX wieku, gdy technologie kosmiczne szybko się rozwijały, pojawiły się pierwsze wyzwania, które skłoniły społeczność międzynarodową do stworzenia ram prawnych. Kluczowym momentem był Układ o Przestrzeni Kosmicznej (Outer Space Treaty) (1967), który zakazał umieszczania w kosmosie broni masowego rażenia i wprowadził zasady, że przestrzeń kosmiczna należy do całej ludzkości, a Księżyc oraz inne ciała niebieskie nie mogą być zaanektowane przez żadne państwo. Ten układ miał na celu ochronę przed niekontrolowaną eksploracją i eskalacją konfliktów w kosmosie.

Jednakże regulacje te były tylko pierwszym krokiem. W miarę rozwoju kolejnych technologii, zwłaszcza związanych z materiałami jądrowymi, zaczął pojawiać się nowy problem: co zrobić, jeśli obiekty zasilane paliwem jądrowym ulegną awarii w kosmosie i spadną na Ziemię, powodując skażenie? Te pytania zaczęły kształtować kolejne traktaty i umowy międzynarodowe, próbujące znaleźć odpowiedź na pytania związane z bezpiecznym wykorzystywaniem przestrzeni kosmicznej. Rzućmy okiem co jest uregulowane a co nie a może trzeba nad jakimś zagadnieniem popracować?

To co wolno a czego nie?

O Układzie o Przestrzeni Kosmicznej (Outer Space Treaty) z 1967 roku, już pisałem. Podpisany przez ponad 100 krajów, w tym USA, Rosję i Chiny. Układ ten stanowi, że przestrzeń kosmiczna nie mogą być zaanektowane przez żadne państwo na mocy suwerenności, czyli żadna planeta, planetoida ani księżyc nie może stać się własnością państwową. Wprowadza również zasadę, że kosmos powinien być wykorzystywany do pokojowych celów i jest dobrem wspólnym całej ludzkości. „Taaa akurat!” Z biegiem czasu sytuacja się zmienia, i coraz więcej prywatnych firm interesuje się kosmicznymi zasobami.

A co z górnictwem kosmicznym? I zaczyna się prawna przepychanka, podchody i lawirowanie.

W miarę jak rosną możliwości technologiczne, a kosmiczne zasoby stają się coraz bardziej dostępne, rosną też prawne i etyczne wyzwania. Układ Księżycowy z 1979 roku, który teoretycznie zakazuje prywatnej własności jakichkolwiek zasobów z kosmosu, nie został ratyfikowany przez najważniejszych graczy – USA, Rosję czy Chiny. Skutkiem tego jest brak powszechnych, międzynarodowych regulacji w kwestii wydobycia surowców z przestrzeni kosmicznej, co stawia eksploatację zasobów w tzw. szarej strefie prawnej.

Prywatni gracze na kosmicznej scenie

Zanim międzynarodowe przepisy nadążą za rozwojem technologii, prywatni uczestnicy wyścigu kosmicznego, tacy jak SpaceX, Planetary Resources czy Deep Space Industries, już szykują się na przyszłą eksploatację kosmicznych zasobów. USA, Luksemburg i Zjednoczone Emiraty Arabskie wprowadziły przepisy, które pozwalają prywatnym firmom na wydobywanie i posiadanie minerałów pozyskiwanych z planetoid oraz innych ciał niebieskich. Na przykład w USA, U.S. Commercial Space Launch Competitiveness Act z 2015 roku (linkt do: ustawy) otworzył drzwi dla prywatnych firm, pozwalając im na komercjalizację kosmicznych zasobów, pod warunkiem że nie roszczą sobie praw do całego ciała niebieskiego. Oznacza to, że minerały są ich, ale planetoida – nie. Trochę to dziwne.

Przeróbka popularnego mema. na zlecenie [Aleksander Sanetra dla Ekscynatorium]

Będzie bajzel, mówię Wam oj będzie. Pytanie, co dalej? Kto kontroluje kosmiczne zasoby?


Kiedy mówimy o kosmicznym górnictwie, pojawia się fundamentalne pytanie: czyje są wydobyte minerały, jeśli zostały pozyskane z ciała niebieskiego, które formalnie nie może być własnością żadnego państwa? Prawo międzynarodowe nie reguluje jeszcze szczegółowo tej kwestii. Podobny problem wystąpi w przypadku prywatnej firmy, która wydobywa zasoby z planetoidy. Jeśli asteroida nie należy do żadnego państwa, to teoretycznie jej minerały też nie mogą być objęte suwerenną własnością. Jednak co się stanie, jeśli podmiot prywatny przetransportuje te minerały na Ziemię?

Kwestia własności wydobytych surowców

Czy zasoby kosmiczne, po powrocie na Ziemię, stają się własnością firmy, która je wydobyła? Czy państwo, z którego pochodzi firma, będzie miało prawo do tych surowców? A może Organizacja Narodów Zjednoczonych, na podstawie Układu o Przestrzeni Kosmicznej, mogłaby zgłosić roszczenia, aby zasoby kosmiczne były traktowane jako „wspólne dziedzictwo ludzkości”? Te pytania są wciąż otwarte, a międzynarodowe prawo nie dostarcza jasnych odpowiedzi. Brak globalnego konsensusu powoduje, że potencjalnie każda strona może interpretować przepisy na swoją korzyść.


Niebezpieczne zastosowania kosmicznych surowców

Ale to nie koniec problemów. Wyobraźcie sobie, że ktoś sprowadza metale z kosmosu, a potem wykorzystuje je nie do celów cywilnych ponad narodowych, ale militarnych. Czy surowce pozyskane z kosmosu mogłyby zostać „przetopione” na… czołgi czy inne utensylia zagłady? Takie zastosowanie zasobów kosmicznych wywołałoby międzynarodową aferę i nie chodzi tu wyrażanie zaniepokojenia malując coś tam kredą na chodniku. Chociaż prawo międzynarodowe, w tym Układ o Przestrzeni Kosmicznej, wymaga pokojowego wykorzystywania przestrzeni kosmicznej, nie ma precyzyjnych przepisów dotyczących tego, co wolno robić z zasobami po ich przywiezieniu na Ziemię.

Potrzeba nowych regulacji

Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz inne międzynarodowe organy wciąż debatują nad koniecznością wprowadzenia bardziej precyzyjnych regulacji dotyczących kosmicznych zasobów. Obecnie brak jasnych zasad sprawia, że wiele firm i państw porusza się po nieuregulowanym terenie, co może prowadzić do nieporozumień i konfliktów na arenie międzynarodowej. Niektórzy obawiają się, że jeśli nie zostaną ustalone nowe przepisy, kosmos może przekształcić się w „dziki zachód”, gdzie prawo będą narzucać tylko najbogatsi i najlepiej rozwinięci technologicznie gracze.

No i budzą się demony, bo więcej państw rości sobie prawo do tego kosmicznego tortu

Nowe i stare inicjatywy są jednak albo przestarzałe i niedostosowane do dzisiejszej rzeczywistości, albo podpisane przez państwa, które nie odgrywają (jeszcze) większej roli. Tak jest z Układem Księżycowym (Moon Agreement z 1979r), który miał na celu dopełnienie istniejącego Układu o Przestrzeni Kosmicznej. Zakładał on, że żadne ciało niebieskie, w tym Księżyc, nie może być przedmiotem własności przez państwa, korporacje czy osoby prywatne. Eksploatacja zasobów naturalnych Księżyca lub innych ciał niebieskich jest możliwa tylko za zgodą międzynarodowej społeczności, a wszelkie zyski z takiej działalności powinny być dzielone między wszystkie kraje.

Trochę wcześniej powstała Konwencja o Rejestracji Obiektów Kosmicznych (1976) Układ ten zobowiązuje państwa do rejestrowania każdego obiektu wystrzelonego w kosmos, niezależnie od tego, czy ma on cel naukowy, komercyjny czy militarny. Już to widzę, „drodzy współużytkownicy przestrzeni kosmicznej umieściliśmy satelitę szpiegowskiego … to jest meteorologicznego na orbicie.

Dz.U.1979.5.22 Akt obowiązujący
Wersja od: 22 listopada 1978 r.

KONWENCJA
o rejestracji obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną,
otwarta do podpisania w Nowym Jorku dnia 14 stycznia 1975 r.

W imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
RADA PAŃSTWA
POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ
podaje do powszechnej wiadomości:
W dniu 14 stycznia 1975 roku została otwarta do podpisania w Nowym Jorku Konwencja o rejestracji obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną.
Po zaznajomieniu się z powyższą konwencją Rada Państwa uznała ją i uznaje za słuszną zarówno w całości, jak i każde z postanowień w niej zawartych; oświadcza, że wymieniona konwencja jest przyjęta, ratyfikowana i potwierdzona, oraz przyrzeka, że będzie niezmiennie zachowywana.
Na dowód czego wydany został akt niniejszy, opatrzony pieczęcią Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Dano w Warszawie dnia 5 października 1978 roku.

I nam się zdarzyło podpisać (chociaż nie wiadomo czy zrobiliśmy to z własnej nie przymuszonej woli, czy własnej nieprzymuszonej woli CCCP)

Rejestracja zapewnia nadzór nad tym, co znajduje się na orbicie, a także ułatwia monitorowanie i zarządzanie potencjalnym ryzykiem wynikającym z kosmicznych śmieci. Układ ten jest kluczowy dla zachowania porządku i bezpieczeństwa w kosmosie. Pozwala państwom i organizacjom międzynarodowym śledzić pozycje satelitów i innych obiektów kosmicznych, co ma duże znaczenie w zapobieganiu kolizjom i w zarządzaniu odpowiedzialnością za szkody. Układ ten jest bezpośrednim rozwinięciem Konwencji o Odpowiedzialności za Szkody Kosmiczne (z 1972) określono tam zasady odpowiedzialności państw za szkody wyrządzone na Ziemi lub w kosmosie przez obiekty wystrzelone w przestrzeń kosmiczną. Jeżeli np. satelita ulegnie awarii i spadnie na terytorium innego kraju, państwo, które go wystrzeliło, ponosi odpowiedzialność za wszelkie szkody.

Tyle, że te przepisy były tworzone w latach siedemdziesiątych gdy głównymi graczami w przestrzeni kosmicznej były państwa. Pojawia się tu kluczowe pytanie: co się stanie, jeśli prywatna firma wystrzeli rakietę z platformy na wodach międzynarodowych, a rakieta ulegnie zniszczeniu, powodując szkody? Na przykład, może dojść do katastrofy, w wyniku której szczątki rakiety spadną na terytorium innego kraju lub uszkodzą infrastrukturę w kosmosie. W takim przypadku problematyczne staje się ustalenie, kto faktycznie odpowiada za te szkody.

Konwencja o Odpowiedzialności za Szkody Kosmiczne przewiduje, że odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez obiekt kosmiczny spoczywa na państwie, które go wystrzeliło. Jednak co w sytuacji, gdy wystrzelenie odbywa się z platformy morskiej znajdującej się na wodach międzynarodowych? Prywatna firma może być zarejestrowana w kraju o liberalnych regulacjach, często określanym jako „raj podatkowy” lub „republika bananowa”. Ustalone wcześniej prawo międzynarodowe może nie być respektowane przez 'pewne’ państwa, a co za tym idzie, mogą one nie reagować na normy, wezwania do działań ani podejmować decyzji przewidzianych przez Konwencję. W takim przypadku pojawia się ryzyko, że państwo rejestrujące nie poczuje się zobowiązane do pokrycia kosztów wyrządzonych szkód, co utrudnia wyegzekwowanie odszkodowań.

Jak widzicie obecna sytuacja nie jest dostosowana do obecnych realiów. Może warto wprowadzić globalne standardy rejestracji firm kosmicznych – Możliwość rejestracji firm kosmicznych powinna być ściślej regulowana na poziomie międzynarodowym, co ograniczyłoby możliwość unikania odpowiedzialności poprzez rejestrację w „republice bananowej”. Takie regulacje mogłyby wymagać od państw zapewnienia, że prywatne firmy operujące z ich terytorium (lub pod ich jurysdykcją) przestrzegają międzynarodowych zasad dotyczących odpowiedzialności za szkody kosmiczne. Warto także przyjrzeć się przepisom dotyczącym wykorzystania wód międzynarodowych, jakaś forma Zacieśnienie regulacji dotyczących platform morskich była by konieczna.

Czy to wszystko? Ależ skąd, brniemy dalej!

W 1968 roku powstało Porozumienie o Ratowaniu Astronautów (Rescue Agreement) państwa zobowiązały się do ratowania astronautów znajdujących się w niebezpieczeństwie w kosmosie lub po awaryjnym lądowaniu na terytorium innego kraju. Astronauci są uznawani za „wysłanników ludzkości” i ich bezpieczeństwo jest priorytetem. Ciekaw jestem jakby to wyglądało: łapiemy, przesłuchujemy, serwujemy „amnezję w spraju” i wypuszczamy (cholibka za dużo filmów oj za dużo)? Obyśmy nie musieli się o tym przekonywać – zwłaszcza przy tak napiętych stosunkach międzynarodowych jak teraz. Chociaż może akurat w tej materii rozsądek weźmie górę nad „kretyństwami” polityków.

Ciekawą jest też Konwencja Telekomunikacyjna ITU z 1963r. Reguluje wykorzystanie częstotliwości radiowych i spektrum elektromagnetycznego w kosmosie. Zabezpiecza dostęp do niezbędnych pasm częstotliwości dla komunikacji satelitarnej i misji kosmicznych.

W erze komercjalizacji kosmosu i rosnącej liczby satelitów, ITU odgrywa kluczową rolę w zapobieganiu konfliktom o częstotliwości radiowe. Bez takich regulacji, globalna komunikacja satelitarna mogłaby być zakłócona, co miałoby katastrofalne skutki dla międzynarodowej współpracy i bezpieczeństwa.

Moim zdaniem szykuje się też chaos bo powstają różne Porozumienia bilateralne choćby Artemis Accords (z 2020 r.) Zaproponowane przez USA, stanowią ramy współpracy międzynarodowej w eksploracji Księżyca i Marsa. Obejmują one zasady pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej, wymianę danych naukowych i zasobów oraz kwestie bezpieczeństwa w misjach kosmicznych.

Chociaż wiele krajów podpisało Artemis Accords, krytycy twierdzą, że mogą one faworyzować interesy USA i ich sojuszników, co budzi obawy o przyszłą współpracę międzynarodową w kosmosie. Układ ten może tworzyć podziały między państwami kosmicznymi.
Do tego kociołka wrzućmy szereg porozumień pomiędzy różnymi agencjami kosmicznymi ESA i inne organizacje regionalne. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) oraz inne agencje, takie jak Roscosmos, CNSA, ISRO i inne, regularnie zawierają porozumienia dotyczące wspólnych misji, badań naukowych, wymiany danych i technologii oraz finansowania projektów. Te porozumienia umożliwiają międzynarodową współpracę w kosmosie, co jest kluczowe dla osiągania ambitnych celów eksploracyjnych, takich jak misje na Marsa czy rozwój stacji kosmicznych. Ma to pewne zalety bo większe projekty można realizować wspólnie – koszty rozłożą się na kilku uczestników, ale też niektóre badania nie będą się dublowały.

Trochę żałuję, ze ONZ zachowuje się jakby gdzieś się chowało (nie tylko w kontekście tematu tego artykułu) bo koncepcja COPUOS (Committee on the Peaceful Uses of Outer Space) mogłaby rozwiązać wiele problemów zarówno pomiędzy narodami, agencjami jak i podmiotami prywatnymi. COPUOS to komitet ONZ, którego celem jest nadzorowanie przestrzegania traktatów dotyczących pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej. Komitet jest platformą do negocjacji i opracowywania nowych przepisów. NIESTETY! Większość decyzji ma charakter rekomendacyjny a nie wiążący.

A teraz pozwolę sobie „rozpromienić” was innym problemem: materiały rozszczepialne w kosmosie!

Ten artykuł początkowo miał być właśnie o „magicznych” bateryjkach, jednak zdobywając materiały pojawiło się trochę ciekawego „mięska” i skoncentrowałem się na prawie.
Jednak! Użycie materiałów rozszczepialnych, w misjach kosmicznych, rzeczywiście wiąże się z wieloma wyzwaniami i potencjalnymi zagrożeniami. Na szczęście istnieją międzynarodowe przepisy i normy dotyczące ich użycia co nie przeszkadza, że nadal pozostaje pewne ryzyko związane z ich eksploatacją.

Użycie materiałów jądrowych, szczególnie radioizotopowych generatorów termoelektrycznych (RTG), które wykorzystują rozpady radioaktywne do generowania energii, jest dopuszczalne, ale ściśle regulowane. RTG są stosowane w misjach kosmicznych od lat 60., w tym przez NASA do zasilania sond kosmicznych, jak Voyager czy Cassini, oraz łazików marsjańskich, takich jak Curiosity i Perseverance. Paliwo w tych systemach to najczęściej pluton-238 (nie jest wykorzystywany do broni jądrowej, ale wciąż jest radioaktywny).
Międzynarodowe przepisy dotyczące stosowania materiałów jądrowych w kosmosie są zawarte głównie w rekomendacjach (SIC!) Komitetu ds. Pokojowego Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej (COPUOS), nadzorowanego przez ONZ. COPUOS zaleca, aby państwa stosujące materiały jądrowe w kosmosie zapewniły minimalne ryzyko dla ludzi i środowiska w przypadku awarii lub ponownego wejścia w atmosferę Ziemi. No właśnie zaleca.

Wizja: Rolnik już nie szuka żony 😉 na zlecenie [Aleksander Sanetra dla Ekscynatorium] [Domena publiczna]

Konwencja o Odpowiedzialności za Szkody Kosmiczne (1972) reguluje odpowiedzialność państw za szkody spowodowane przez ich obiekty kosmiczne, w tym te z paliwem jądrowym, jeśli te obiekty spowodują szkody na Ziemi lub w przestrzeni kosmicznej.

Przypomnę Wam tylko Wypadek z materiałami jądrowymi może być poważnym zagrożeniem. Jeśli rakieta z satelitą zawierającym RTG uległaby awarii podczas startu lub satelita ponownie weszłaby w atmosferę i spadł na Ziemię, mogłoby dojść do uwolnienia materiałów radioaktywnych, potencjalnie skażając teren.

Do takich incydentów doszło w przeszłości, oficjalnie wiemy o pięciu takich przypadkach np. Radziecki satelita wojskowy Kosmos 954 (1978): wyposażony w reaktor jądrowy spadł na Ziemię w północnej Kanadzie. Spowodował on rozprzestrzenienie materiałów radioaktywnych na szerokim obszarze. Kanada i ZSRR podpisały później porozumienie, na mocy którego ZSRR zapłaciło odszkodowanie za szkody spowodowane skażeniem. Jednak niesmak i pewnie świecące sekwoje zostały 😉

Apollo 13 (1970): Kiedy misja Apollo 13 została przerwana z powodu awarii, na pokładzie statku znajdował się moduł księżycowy z RTG zawierającym pluton-238. Na szczęście ten moduł spadł do Oceanu Spokojnego w strefie bezpiecznej, a pluton pozostał zamknięty w specjalnym pojemniku i nie spowodował skażenia.

Jeżeli chodzi o świecące „gadżety” to Całkowicie zakazana jest broń jądrowa w kosmosie Układem o Przestrzeni Kosmicznej (1967) oraz testy jądrowe w kosmosie. Międzynarodowe traktaty, takie jak Układ o Całkowitym Zakazie Prób Jądrowych (1996). RTG są uznawane za stosunkowo bezpieczne, gdy są odpowiednio zaprojektowane i zabezpieczone. Mają bardzo trwałą konstrukcję, by raczej wytrzymać upadek na Ziemię lub eksplozję rakiety podczas startu. Z tego powodu stosowanie RTG jest dopuszczalne, ale wiąże się z bardzo szczegółowymi procedurami bezpieczeństwa. Tutaj wkrada się „drobny” chaos, bo procedury bezpieczeństwa dotyczące stosowania radioizotopowych generatorów termoelektrycznych (RTG) w misjach kosmicznych są regulowane zarówno przez międzynarodowe wytyczne, jak i przepisy krajowe. Istnieją pewne globalne zasady, których przestrzeganie jest wymagane, ale poszczególne państwa mogą mieć swoje dodatkowe przepisy, które odpowiadają na konkretne potrzeby związane z bezpieczeństwem.


A reaktory jądrowe?

W przeszłości stosowano mini-reaktory jądrowe do zasilania satelitów (tak jak w przypadku radzieckiego Kosmos 954). Obecnie jednak reaktory jądrowe są rzadko używane w misjach na orbitach bliskich Ziemi z powodu ryzyka związanego z awariami. Wciąż są jednak rozważane w kontekście długoterminowych misji, takich jak baza na Marsie lub loty poza Układ Słoneczny, ponieważ mają większą wydajność energetyczną niż RTG.

Kosmos… ostateczna granica. Oto wijący się jak piskorz prawnik w jego misji oczyszczenia z roszczeń do do nowych światów, poszukuje coraz to nowych kruczków i paragrafów, aby korporacje śmiało eksplorowały tam gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek!

Kosmos to nie tylko ostatnia granica, ale też prawdziwa kopalnia problemów prawnych, których nawet najbardziej obrotne „papugi” (prawnicy) nie zawsze są w stanie rozwiązać. Obecnie poruszamy się po nieco chaotycznym terenie, pełnym przestarzałych traktatów, niejasnych przepisów oraz kosmicznych ambicji prywatnych firm, które szybko wyprzedzają prawo. Eksploatacja kosmicznych zasobów, kwestie własności i odpowiedzialności za szkody to tylko kilka z wielu zagadek, które stają przed nami na drodze do kolonizacji innych planet.

Czy przyszłość kosmosu będzie bardziej przypominać harmonijną współpracę między narodami, w której surowce z Księżyca i planetoid są dzielone jak kawałek tortu na urodzinach ONZ? A może jednak zbliżamy się do „dzikiego zachodu” w przestrzeni kosmicznej, gdzie firmy będą szybciej „strzelać” rakietami niż uzgadniać nowe przepisy?

Jedno jest pewne – jeśli nie podejmiemy działań teraz, może okazać się, że pierwszymi budowlami na Marsie nie będą kopalnie, lecz… kosmiczne sądy. I tam dopiero zaczną się przepychanki o własność i prawa do zasobów. Wyobraźcie sobie„kosmiczne rozprawy” z prawnikami w skafandrach i intergalaktyczne procesy (no dobra poniosło mnie).


A jaka czeka nas przyszłość? Bo teraz to nie wiem, czy dotkniemy tych punktów na niebie czy wrócimy do niczym nie
skrępowanego iskania się.

Wizja: Oby nie taka przyszłość. Grafika wygenerowana przez AI, na zlecenie [Aleksander Sanetra dla Ekscynatorium] [Domena publiczna]

Przyszłość regulacji kosmicznych powinna iść w kierunku większej międzynarodowej współpracy i adaptacji przepisów do realiów współczesnych. Oto kilka kroków, które mogłyby uporządkować ten galaktyczny chaos:

Globalne przepisy dla firm kosmicznych: To nie tylko szansa na ujednolicenie reguł gry, ale także eliminacja potencjalnych „bananowych republik” kosmicznych, które mogłyby unikać odpowiedzialności. Niech każdy, kto chce wydobywać minerały z planetoid, działa według wspólnych zasad.

Kontrola nad platformami startowymi na wodach międzynarodowych: Zacieśnienie przepisów dotyczących startów kosmicznych z platform morskich wydaje się niezbędne, aby unikać niejasności w kwestii odpowiedzialności za szkody.

Rozwinięcie COPUOS: Ten ONZ-owski komitet ma ogromny potencjał, by stać się głównym arbitrem w przestrzeni kosmicznej, pod warunkiem, że jego decyzje będą miały realne, wiążące skutki. Na razie COPUOS przypomina trochę sympatycznego „dziadka na imprezie”, który coś tam powie, ale nikt nie bierze go na poważnie.

Bezpieczne stosowanie materiałów jądrowych: RTG są niezbędne do zasilania długoterminowych misji kosmicznych, ale potrzebujemy jeszcze bardziej szczegółowych procedur bezpieczeństwa i lepszej międzynarodowej koordynacji w przypadku awarii.

A może przyszłość wygląda inaczej? Może niebawem będziemy świętować nową erę kosmicznej eksploracji, w której prawa do zasobów będą tak oczywiste, jak prawo do selfie na Marsie? A kto wie, może w tym wszystkim znajdzie się też miejsce dla… „papug” w kosmosie, które staną się pierwszymi prawnymi strażnikami gwiazd? Tylko … na litość boską, niech nad przepisami i rozwiązaniami pracują ludzie rozsądni, realiści a nie oderwani od życia marzyciele czy (co gorsze) prawnicy wyciągnięci z gnijących nor korporacji.

Pozdrawiam i do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra

Źródła

Wikipedia: Między narodowe prawo kosmiczne

Wikipedia: Moon Treaty

Kosmonauta.net: Układ księżycowy – ostatni traktat dotyczący prawa kosmicznego

www.edukacjaprawnicza.pl: prawo kosmiczne w pigułce

Wikipedia: Traktat o przestrzeni kosmicznej wersja angielska: Outer Space Treaty

Biblioteka Sejmu RP: UKŁAD O ZASADACH DZIAŁALNOŚCI PAŃSTW W ZAKRESIE BADAŃ I UŻYTKOWANIA PRZESTRZENI KOSMICZNEJ, ŁĄCZNIE Z KSIĘŻYCEM I INNYMI CIAŁAMI NIEBIESKIMI Outer Space Treaty

Wikipedia: Rescue Agreement: UMOWA O RATOWANIU KOSMONAUTÓW, POWROCIE KOSMONAUTÓW I ZWROCIE OBIEKTÓW WYPUSZCZONYCH W PRZESTRZEŃ KOSMICZNĄ

Biblioteka Sejmu RP

NASA: Artemis Accords

Wikipedia: Commercial Space Launch Competitiveness Act of 2015

Biblioteka kongresu USA link do: ustawy

Repozytorium Uniwersytetu Rzeszowskiego: Rejestracja obiektów kosmicznych obowiązkiem państw. Wykreślenie z rejestru prawem państw

Wikipedia: MZT (Miedzynarodowy Związek Telekomunikacyjny) czyli ITU (International Telecommunication Union)

Biblioteka Sejmu RP: KONWENCJA o międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne

ONZ: COPUOS

Ambasada USA: Polska podpisuje Artemis Accords na Międzynarodowym Kongresie Astronautycznym

By Aleksander Sanetra

Cześć! Nazywam się Aleksander Marcin Sanetra, jestem pasjonatem nauki, technologii, sztuki i życia, a także twórcą, pisarzem i copywriterem. Moje zainteresowania są niezwykle szerokie i obejmują takie dziedziny jak historia, fizyka kwantowa, astrofizyka, filozofia, elektronika, retro elektronika oraz wiele innych. Prowadzę interdyscyplinarny blog, który ma na celu inspirowanie i edukowanie, pokazując, że nauka może być nie tylko pouczająca, ale także fascynująca. Odważysz się wejść w mój świat, który (notabene) jest i twoim światem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *