
W dzisiejszych czasach jesteśmy świadkami swoistego zalewu informacji, które można porównać do śmieciowego jedzenia. Podobnie jak fast food dostarcza nam chwilowej satysfakcji, ale na dłuższą metę szkodzi zdrowiu, tak „śmieciowe informacje” zalewają nasze umysły, nie dostarczając żadnej wartości intelektualnej ani emocjonalnej (no prawie). Tworzone są wtórne treści, na przykład jedna osoba tworzy krótki filmik, a inna umieszcza go u siebie, dodając własny komentarz. W efekcie setki, jeśli nie tysiące filmów, powtarzają te same gafy, wpadki czy zabawne sytuacje. Mnóstwo zdjęć i grafik na portalach społecznościowych nie wnosi nic konkretnego – dowcipy jako obrazki, niby mądre sentencje wrzucane tylko po to, by „coś się działo” na Facebooku czy innym serwisie a to dopiero początek … wstęp do obżarstwa informacyjnego. Osobiście widzę kilka zagrożeń i jeżeli wcześniej to o czym piszę porównałem do „śmieciowego jedzenia” to teraz byłyby to różne smaki czipsów.
Różne smaki chipsów, czyli choroby informacyjnego świata:
Chipsy o smaku „Doomscrolling?
Doomscrolling jest jednym ze zjawisk opisujących zachowanie osób przeglądających strony internetowe i portale społecznościowe. Termin ten oznacza przesadnie częste śledzenie informacji na temat tragicznych wydarzeń dziejących się na świecie. Określenie doomscrolling jest połączeniem dwóch angielskich słów: doom (zagłada, fatalizm, zatracenie) i scrolling (przewijanie). Innym słowem opisującym ten rodzaj zachowania jest doomsurfing (z ang. surf – surfować, przeglądać internet).

Zjawisko doomscrollingu należy do grupy uzależnień behawioralnych, czyli zaburzeń zachowania związanych z rozwojem internetu i łatwym dostępem do niego. Doomsurfing ma negatywny wpływ na ludzką psychikę. Przykładem podobnego uzależnienia od internetu jest FOMO (ang. fear of missing out – strach przed przegapieniem czegoś, np. newsa na portalu społecznościowym lub wiadomości od znajomych).
Chipsy o smaku „FOMO”
Fear of missing out, w skrócie FOMO, oznacza lęk przed wypadnięciem z obiegu. To obawa, że coś istotnego nam umknie, kiedy nie będziemy online. Problem ten dotyczy znacznej liczby polskich internautów – już 14% z nich charakteryzuje się wysokim poziomem FOMO, a kolejne 67% doświadcza go w średnim nasileniu[1]. W grupie młodych ludzi, w wieku 15–19 lat, wysokiego i średniego poziomu FOMO doświadcza aż… 94%.
zajrzyjcie, bo warto: https://youtu.be/ErfIxYtKPyU?si=625MICSAWN3m9KJz
Chipsy o smaku „Clickbaitu”
Clickbait to ciekawa forma „łapania” nas. Wystarczy chwytliwy temat lub ilustracja by nas przyciągnąć. Sam dałem się raz nabrać na czarno białe zdjęcie Beaty Tyszkiewicz i krzykliwy tytuł który sugerował, że Pani Beacie coś się stało (jeszcze to czarno białe zdjęcie). Skusiłem się kliknąłem i … katastrofa, jeden akapit prostego wstępu i mnóstwo reklam oraz odnośnik „czytaj dalej”, potem kolejna strona, której tekst nic nie wnosił i … kolejny odnośnik „czytaj dalej”.
Ja już się zorientowałem o co chodzi, bo widziałem tego typu stron sporo i jest tego sporo. Są całe serwisy „rzekomo informacyjne”, które żyją tylko z „naiwnego klikania i wyświetlania reklam”
Takie „czyli wiele klików o nic„ (nazwę zaczerpnąłem z spidersweb.pl)
Chipsy o smaku „Echo chamber”
Dalej głodni? To zobaczcie sobie chipsy o smaku „echo chamber”. Zjawisko to, czyli komora z echem, pojawiło się wraz ze wzrostem liczby opiniotwórczych i stronniczych treści w mediach. W odniesieniu do polityki, echo chamber opisuje sposób, w jaki przepływ informacji w sieci wpływa na nasze zachowania jako użytkowników internetu. Ogromna ilość stron o wyraźnym zabarwieniu politycznym oraz natłok jednostronnych opinii na portalach społecznościowych tworzy przestrzeń, w której powtarzane są te same poglądy i narracje. To nie jest celowy efekt współczesnego dziennikarstwa, ale konsekwencja tworzenia zamkniętych przestrzeni komunikacyjnych, gdzie informacje są powielane i przetwarzane bez krytycznej analizy. Często korzystamy z agregatorów informacji, takich jak Reddit, Wykop, X (dawniej Twitter), czy nawet z wbudowanych w telefony dodatków. Problem polega na tym, że chociaż te platformy oferują szeroki wybór treści, jedynie część z nich jest rzetelna, a wiele to „fake newsy” generowane przez farmy trolli. W efekcie zamiast różnorodności opinii, użytkownicy trafiają głównie na treści potwierdzające ich już istniejące przekonania, co prowadzi do jednostronnego, niepodważalnego spojrzenia na świat.
Myślicie, ze to ostatnia paczka chipsów? Hehe jeszcze nie, teraz dostaniecie zgagi
Chipsy o smaku „Cyberchondrii”
Cyberchondria to zjawisko, które pojawia się wtedy, gdy zamiast spokojnie zaufać specjalistom, zaczynamy obsesyjnie przeszukiwać internet w poszukiwaniu informacji o zdrowiu. To właśnie te niekończące się sesje z „dr Google” mogą prowadzić do wzrostu lęku i stresu, zamiast do uspokojenia. Badanie przeprowadzone przez uPacjenta w ramach kampanii „Pobierz Zdrowie” pokazuje, że aż 86% Polaków szuka informacji zdrowotnych online, a najczęściej korzystają z portali internetowych (71%) i YouTube (20%). Choć taki dostęp do informacji jest niezwykle wygodny, cyberchondria zaczyna się wtedy, gdy chęć do edukowania się zamienia się w nałogowe przeszukiwanie internetu w poszukiwaniu objawów i chorób, co może prowadzić do niepotrzebnego niepokoju i często mylnych samodiagnoz.
Dane na podstawie „Cyberchondria. Czy częste konsultacje z dr Google nam służą?” z upacjenta.pl https://upacjenta.pl/poradnik/cyberchondria

Chipsy o smaku „Dopamine loops (pętle dopaminowe) „
Pętle dopaminowe, znane również jako „dopamine loops”, to mechanizm, który stoi za naszym uzależnieniem od niektórych aktywności online. Za każdym razem, gdy otrzymujemy „lajk” na mediach społecznościowych, widzimy nowy komentarz czy dostajemy powiadomienie, mózg uwalnia dopaminę – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za uczucie przyjemności. To sprawia, że czujemy się dobrze i chcemy więcej. W efekcie wpadamy w pętlę poszukiwania kolejnych nagród i wzmocnień, co prowadzi do nieustannego sprawdzania telefonu czy przeglądania internetu.
Pętle dopaminowe są groźne, ponieważ manipulują naszym naturalnym systemem nagradzania. Aplikacje i serwisy są projektowane tak, abyśmy wracali po więcej, co może prowadzić do uzależnienia. Ciągłe poszukiwanie dopaminowych nagród może zaburzać nasze codzienne funkcjonowanie, wpływać na naszą produktywność i zdrowie psychiczne.
Polecam:
The Dopamine Seeking-Reward Loop z fantastycznej strony „Psychology Today” https://www.psychologytoday.com/us/blog/brain-wise/201802/the-dopamine-seeking-reward-loop
oraz
Jak działają pętle dopaminowe i dlaczego są groźne? Z Akademii Nauki
https://akademia-nauki.com/jak-dzialaja-petle-dopaminowe-i-dlaczego-sa-grozne-dla-twojego-dziecka/
Sosy i dipy
Dobra, bo się porzygacie, a tylko pokazałem podstawowe „smaki” informacyjnych chipsów. Nasze informacje, podobnie jak śmieciowe jedzenie, mogą być sprytnie ukryte między wartościowymi treściami, a także atrakcyjnie opakowane, przez co chłoniemy je garściami, gdziekolwiek się znajdziemy.
To jednak nie wszystko – mamy jeszcze sosy i dipy, które dodają do tego wszystkiego dodatkowy posmak.
Infoxication to ten moment, kiedy jesteśmy tak przytłoczeni nadmiarem informacji, że nie jesteśmy w stanie przetworzyć tego, co widzimy – jakbyśmy mieli do wyboru zbyt wiele dipów i każdy kolejny powodował większy chaos w naszych kubkach smakowych.”
Z kolei Dark patterns i manipulacje w UX/UI to sosy, które sprawiają, że nawet jeśli nie chcemy więcej chipsów, to i tak sięgamy po kolejny. Istnieje cała gałąź informatyki, która zajmuje się badaniem psychologicznych mechanizmów podejmowania decyzji przez klientów. Chodzi tu nie tylko o projektowanie interfejsów aplikacji, ale również o takie elementy, jak konstrukcja koszyka zakupowego w sklepach internetowych czy odpowiednie rozmieszczenie treści reklamowych wewnątrz artykułów prasowych. Wszystko to jest zaprojektowane w taki sposób, abyśmy podświadomie podejmowali decyzje, które są korzystne dla sprzedawców lub wydawców, często kosztem naszej autonomii czy prywatności. Nawet sposób, w jaki są nam prezentowane opcje, jak np. zasady dotyczące cookies czy subskrypcji, jest manipulowany, abyśmy kliknęli to, co jest dla nich korzystne.
A na koniec, mamy jeszcze Deepfake’i, czyli dipy tak dobrze zrobione, że trudno je odróżnić od oryginału. Tylko że zamiast dodawać smaku, mogą całkowicie zmienić to, co konsumujemy – treści, które wydają się autentyczne, mogą być w rzeczywistości manipulacją, która prowadzi nas na manowce.
Pojedliście? To teraz potrzebujemy czegoś na zgagę, poprawienie trawienia i jakieć cudo na zatwardzenie bo po takim obżarstwie musicie się leczyć.
Edukacja medialna i cyfrowa higiena czyli leki na obżarstwo
Gdy już przetrawimy wszystkie „smaki” śmieciowych informacji, czas na coś, co pomoże nam zachować równowagę w cyfrowym świecie. Edukacja medialna i cyfrowa higiena to jak krople żołądkowe po informacyjnym obżarstwie – pozwalają nam świadomie wybierać to, co konsumujemy, i unikać niepotrzebnych komplikacji.

W kontekście młodych ludzi szczególnie ważne jest rozwijanie krytycznego myślenia w internecie. Krytyczne myślenie to umiejętność, która pozwala nam poddawać ocenę wszelkie informacje, które do nas docierają, zwłaszcza te zdobywane nieformalnie, poza instytucjami edukacyjnymi. Nie jest to wrodzona cecha, ale zdolność, którą można rozwijać i doskonalić. To właśnie krytyczne myślenie pozwala nam rozpoznawać fałszywe informacje, unikać manipulacji i świadomie podejmować decyzje oparte na rzetelnych dowodach.
Krytyczne myślenie nie polega jedynie na analizie treści, ale również na umiejętności oceny kontekstu, w jakim te treści są przedstawiane. Jak zauważa Ewa Wasilewska-Kamińska („Myślenie krytyczne jako cel kształcenia. Na przykładzie systemów edukacyjnych USA i Kanady„ Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2016) , krytyczne myślenie można rozumieć na wiele sposobów – jako proces poznawczy, normatywną praktykę intelektualną, a nawet jako cel kształcenia. Amerykański filozof John Dewey, uważany za ojca współczesnego krytycznego myślenia, opisywał je jako „refleksyjne myślenie” i postulował, aby stało się ono głównym celem edukacji. Krytyczne myślenie pomaga nam nie tylko lepiej rozumieć świat, ale również przygotowuje nas do odpowiedniego w nim działania.
W dzisiejszym świecie, nasyconym mediami i dezinformacją, krytyczne myślenie jest kluczowe, zwłaszcza dla młodych ludzi, którzy codziennie mają kontakt z ogromną ilością informacji. Warto podkreślić, że szkoła, jako instytucja edukacyjna, odgrywa istotną rolę w kształceniu tej umiejętności. Jednak równie ważne jest przeniesienie tych umiejętności na konteksty pozaszkolne – do codziennego życia, gdzie młodzież może praktycznie stosować zasady krytycznego myślenia w odniesieniu do rzeczywistych problemów.
Krytyczne myślenie nie polega wyłącznie na analizie treści, ale również na zdolności rozpoznawania subtelnych manipulacji, które mogą się czaić w sposobie prezentacji informacji. Istnieje cała gałąź informatyki, która bada psychologiczne mechanizmy podejmowania decyzji przez użytkowników, nie tylko w kontekście interfejsów aplikacji, ale również takich elementów jak konstrukcja koszyka zakupowego w sklepach internetowych czy rozmieszczenie treści reklamowych wewnątrz artykułów prasowych. Wszystko to ma na celu subtelne manipulowanie naszymi wyborami – co prowadzi do tego, że podejmujemy decyzje, które mogą być korzystne dla sprzedawców, ale niekoniecznie dla nas samych.
Sam obserwując jak mój 11 letni syn oglądał filmy na Youtube zauważyłem:
- Youtuber prezentujący serwer Minecrafta: Na pierwszy rzut oka film wygląda niewinnie – youtuber pokazuje, jak kupuje drogie elementy, które pozwalają osiągnąć „coś więcej” w grze, bawi się w najlepsze. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, okazuje się, że jest współwłaścicielem tego serwera. Zaczynam się zastanawiać, czy jego intencje są czysto informacyjne, czy może jest to ukryta forma promocji, mająca na celu zachęcenie widzów do wydawania pieniędzy na jego produkt.
- Influencer kupujący zestawy LEGO: W innym filmie influencer idzie do konkretnego sklepu, pokazując, jak wydaje znaczną sumę pieniędzy na zestawy LEGO. Z pozoru to po prostu film z zakupów, ale po chwili zauważam, że specjalnie pokazuje logo sklepu i jego wejście. Zastanawiam się, czy to przypadek, czy też element płatnej współpracy. Dodatkowo wiem (jako dorosły), że te zestawy można kupić taniej w innych miejscach, co rodzi pytania o autentyczność jego rekomendacji.
- Filmy o wędkarstwie: Kolejnym przykładem są filmy o wędkarstwie, gdzie prowadzący promuje konkretne produkty, jak zanęty konkretnej firmy. Zamiast dawać ogólne wskazówki, jak np. szukać zanęt o zapachu migdałów, koncentruje się na reklamie jednego producenta. Czy to rzeczywiście najlepszy produkt, czy może po prostu sponsorowany segment?
Poranna kawa, papieros i … telefon
Przeglądanie internetu zaraz po przebudzeniu może zaburzać naszą naturalną zdolność do koncentracji i negatywnie nastrajać na resztę dnia. Rano mózg jest szczególnie podatny na wpływy, więc narażanie go na stresujące lub przytłaczające treści może wpłynąć na nasz nastrój, poziom stresu i ogólną produktywność. Długoterminowo może to również prowadzić do problemów z pamięcią, uwagą oraz zdrowiem psychicznym, szczególnie jeśli towarzyszy temu brak odpowiedniego snu.
Warto przeczytać: „Chcesz zaczynać dzień z większą energią? Odłóż telefon”
Chipsy uzależniają?
Tak, tak samo jak wszystko, co przynosi nam zadowolenie. Uzależnienia, niezależnie od ich źródła, mają wspólny mechanizm działania – wpływają na mózg w sposób, który prowadzi do powstania silnej potrzeby ponownego zażywania danej substancji lub wykonywania określonej czynności. W przypadku uzależnień od papierosów czy alkoholu, substancje te stymulują wydzielanie dopaminy w mózgu, co wywołuje uczucie przyjemności. Z czasem organizm rozwija tolerancję, co oznacza, że potrzebuje coraz większych dawek, aby osiągnąć ten sam efekt. Podobny mechanizm dotyczy uzależnienia od internetu. Przeglądanie sieci, szczególnie w poszukiwaniu nowości lub nagród (jak „lajki” na mediach społecznościowych), także prowadzi do uwalniania dopaminy. Jednakże, w przeciwieństwie do substancji chemicznych, uzależnienie od internetu jest bardziej subtelne i trudniejsze do zauważenia, co sprawia, że jego skutki mogą być równie destrukcyjne. W obu przypadkach uzależnienie zmienia metabolizm mózgu, zaburzając jego naturalne funkcjonowanie i prowadząc do trwałych zmian w obwodach nagrody, co pogłębia cykl uzależnienia.
Warto też pamiętać o egotyzmie atrybucyjnym, który odgrywa istotną rolę w uzależnieniu od internetu, zwłaszcza w kontekście mediów społecznościowych. Egotyzm atrybucyjny polega na przypisywaniu sukcesów własnym cechom wewnętrznym, a porażek czynnikom zewnętrznym. W środowisku online użytkownicy często uzależniają się od zewnętrznych potwierdzeń swojej wartości, takich jak „lajki” czy komentarze. Pozytywne reakcje wzmacniają ich poczucie własnej wartości, co pogłębia uzależnienie. Z kolei negatywne doświadczenia są tłumaczone przez nich jako wynik niesprzyjających okoliczności, co chroni ich ego, ale nie eliminuje potrzeby dalszego poszukiwania uznania w sieci.
Warto przeczytać:
- „The Role of Ego-Related Factors in Problematic Internet Use: A Systematic Review”
- „Addiction to Social Media: The Role of Self-Esteem, Narcissism, and Egotism in Explaining Addiction”
Ja skorzystałem z ScienceDirect.
Poczytałem trochę i zebrałem kilka luźnych porad dla Was (dorosłych i dorosłych rodziców oraz dla młodzieży)
Porady dla dorosłych
1. Ustal limity czasowe na korzystanie z technologii:
Wyznacz konkretne godziny na korzystanie z internetu i mediów społecznościowych. Wprowadź zasadę, by nie sięgać po telefon przynajmniej przez pierwszą godzinę po przebudzeniu. Zamiast tego, poświęć ten czas na poranną rutynę, która sprzyja dobremu samopoczuciu – medytację, ćwiczenia, czy czytanie.
2. Świadome korzystanie z technologii:
Zanim klikniesz, zastanów się, dlaczego to robisz. Czy to rzeczywiście potrzebne, czy może szukasz jedynie natychmiastowej gratyfikacji? Świadomość celów korzystania z technologii pomaga unikać przypadkowego zanurzenia się w bezcelowym przeglądaniu treści.
3. Edukuj swoje dzieci:
Dzieci uczą się na podstawie obserwacji, dlatego ważne jest, aby dawać im dobry przykład. Rozmawiaj z nimi o krytycznym myśleniu, o tym, jak rozpoznawać ukryte motywy w mediach, i dlaczego warto być ostrożnym w ocenie informacji, które znajdują w internecie.
4. Przestrzegaj zasad higieny cyfrowej:
Ogranicz dostęp do ekranów przed snem, aby zapewnić sobie lepszy sen. Staraj się wyznaczać „strefy wolne od technologii” w domu, gdzie telefony i inne urządzenia są zakazane – na przykład podczas posiłków.
Porady dla młodzieży
1. Ćwicz krytyczne myślenie:
Zanim uwierzysz w to, co zobaczysz w internecie, zadaj sobie pytanie: „Czy to na pewno prawda?”. Szukaj źródeł, które potwierdzają informacje, i ucz się rozpoznawać, kiedy coś może być zmanipulowane lub być częścią reklamy.
2. Ogranicz czas spędzany w mediach społecznościowych:
Spróbuj wyznaczyć sobie czasowe limity na korzystanie z mediów społecznościowych. Korzystaj z aplikacji, które pomagają monitorować, ile czasu spędzasz online, i ucz się świadomie zarządzać swoim czasem.
3. Znajdź zdrowe alternatywy:
Zamiast spędzać godziny przed ekranem, znajdź inne, bardziej satysfakcjonujące zajęcia – czy to sport, spotkania z przyjaciółmi, czy rozwijanie pasji i zainteresowań poza internetem.
4. Zwracaj uwagę na swoje samopoczucie:
Jeśli zauważasz, że korzystanie z internetu sprawia, że czujesz się gorzej – może jesteś bardziej zestresowany, przygnębiony lub zazdrosny – zastanów się, czy nie warto ograniczyć jego użycie. Pamiętaj, że media społecznościowe często pokazują jedynie wyidealizowaną wersję rzeczywistości.
Zgaga po informacyjnych chipsach i co dalej?
No dobrze, teraz jak już mamy pełny brzuch od tych „informacyjnych chipsów”, czas na krople żołądkowe, coś na zgagę i może trochę ćwiczeń, żeby to wszystko przetrawić. Nie ma co ukrywać – internet to prawdziwa uczta dla naszych zmysłów, ale czasem kończy się to informacyjną niestrawnością. Przeglądanie sieci tuż po przebudzeniu, pochłanianie fake newsów i taplanie się w bagnie dopaminowych nagród może nas wykończyć, ale hej, nie wszystko stracone!
Pamiętajcie, że krytyczne myślenie to nasza tarcza ochronna przed cyfrowymi pokusami. Tak jak po dużym obiedzie warto zrobić sobie spacer, tak samo po intensywnym dniu w internecie dobrze jest przemyśleć to, co przeczytaliśmy, obejrzeliśmy i z kim rozmawialiśmy online. Wiemy, że media społecznościowe mogą być podstępne jak ukryta reklama, ale to od nas zależy, czy damy się złapać na ten haczyk, czy nie.
A teraz trochę pocieszenia – będzie dobrze! Kluczem jest świadomość i umiar. Świat internetu nie musi być straszny, o ile korzystamy z niego z głową i nie zapominamy o świecie offline. Pamiętajcie, że to my kontrolujemy technologie, a nie one nas. Więc następnym razem, gdy poczujecie się przytłoczeni, zróbcie sobie przerwę, odłóżcie telefon i spędźcie czas na czymś, co przynosi Wam prawdziwą radość – bez ekranów. Bo w końcu, jak to mówią, „wszystko z umiarem, nawet chipsy!”
Polecam jako lekarstwo (na wszystko) spacer do parku i dobrą kawę.

Pozdrawiam i do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra
