Grafika poglądowa, Źródło JAXA

12 czerwca 2026 r. JAXA wystrzeliła H3 Launch Vehicle flight No. 6, 30 configuration Test Vehicle z Tanegashima Space Center. Ależ nazwa, prawda? Start nastąpił o 09:53:59 czasu japońskiego. Nie wnikam, czemu akurat 09:53:59. Japończycy najwyraźniej lubią precyzję także w zegarku (chyba, że komuś omsknął się palec). Wszystko poszło gładko: rakieta poleciała zgodnie z planem, drugi stopień wszedł na zaplanowaną orbitę, a separację satelitów PETREL i STARS-X potwierdzono około 16 minut po starcie. W przypadku satelitów BRO-22, VERTECS, HORN-L i HORN-R JAXA potwierdziła wysłanie sygnałów separacji. Brzmi jak zwykły komunikat techniczny? Owszem. Ale za chwilę zaczęła się medialna zabawa w „po raz pierwszy”.

W różnych serwisach pojawiły się nagłówki i skróty w rodzaju: „Japan launches H3 rocket, 1st time with only liquid-fuel engines”, tak pisał Mainichi/Kyodo; „JAXA to test Japan’s first liquid-engine-only large rocket”, tak zapowiadał start tekst Jiji Press przedrukowany przez The Nation Thailand; w agregatorach pojawiało się też ujęcie „Japan launches H3 rocket in first domestic liquid-only mission”. Inne media były ostrożniejsze: AP pisała o powrocie H3 do lotu i debiucie tańszego wariantu, Space.com o udanym „return to flight” po wcześniejszej awarii, a Taipei Times o debiucie niskokosztowej konfiguracji H3. AP doprecyzowywała, że chodziło o debiut konfiguracji „30” z trzema silnikami LE-9 i bez boosterów, a Space.com zaznaczał, że był to ósmy start H3 w ogóle.


U nas też pojawiły się różne wersje tej opowieści. Space24 postawiło na spokojny tytuł „Udany start japońskiej rakiety H3”. AstroNET ujął sprawę precyzyjniej: „Jest komplet: debiut ostatniej z konfiguracji japońskiej rakiety H3” — choć sam tytuł można odczytać na kilka sposobów. ISS Tracker pisał krótko: „H3 udanie wraca do lotu”, a w polskich socialach pojawiło się już bardziej soczyste „Japonia zrobiła to po raz pierwszy!”. Do tego dochodzą polskojęzyczne tłumaczenia zagranicznych tekstów, gdzie można było znaleźć tytuł wręcz proszący się o sprostowanie: „Japonia pomyślnie wystrzeliła swoją pierwszą rakietę zasilaną paliwem ciekłym”. No i właśnie tutaj zaczyna się mały problem.

Bo jest jeden mały, tyci, maluteńki mankament. Z takich tytułów można odnieść wrażenie, że Japonia zrobiła coś absolutnie nowego. Że dopiero teraz weszła do klubu rakiet ciekłopaliwowych. Prawdziwa nowość była bardziej subtelna, ale technologicznie bardzo ważna i całkiem ekscytująca: Japonia po raz pierwszy udanie wystrzeliła dużą rakietę orbitalną w konfiguracji bez stałych boosterów, lecącą na trzech głównych silnikach ciekłopaliwowych pierwszego stopnia. Nie była to „pierwsza japońska rakieta na paliwo ciekłe”. Nie był to „pierwszy H3”. Nawet nie była to „pierwsza próba H3”. Był to pierwszy udany lot wariantu H3-30S: trzy silniki LE-9, zero boosterów SRB-3. JAXA opisuje rodzinę H3 jako system modułowy: można dobrać dwa albo trzy silniki LE-9, zero, dwa albo cztery boostery SRB-3 oraz różne owiewki.

Konfiguracje H3. Źródło JAXA, Tłumaczenie własne.

Powiecie, że się czepiam? Ja bym powiedział: czepiam się z miłości do szczegółów. A szczegóły w rakietach są ważne, bo czasem jeden szczegół odróżnia „udało się wejść na orbitę” od „bardzo drogiej lekcji chemii i aerodynamiki”. Poza tym temat jest ciekawy również dlatego, że nie kończy się na Japonii ani na wielkich agencjach kosmicznych. Jest też miejsca którego się nie spodziewacie – prawdopodobnie, o tym później.

Już rakieta N-I, używana od 1975 r., korzystała z technologii amerykańskich Thor-Delta i służyła do wynoszenia satelitów eksperymentalnych, komunikacyjnych, meteorologicznych oraz obserwacyjnych. To jeszcze nie była w pełni samodzielna japońska szkoła wielkich rakiet nośnych, raczej etap uczenia się na sprawdzonej technologii. Ale właśnie tak buduje się kompetencje: najpierw korzystasz z cudzych rozwiązań, potem wymieniasz kolejne elementy na własne, aż w końcu cały system zaczyna być naprawdę twój.

Zdjęcie startującej rakiety N-I. Źródło JAXA

Potem pojawiła się H-I rakieta przejściowa, taki techniczny most między epoką zależności od amerykańskich rozwiązań a własnymi konstrukcjami. Jej pierwszy stopień i boczne boostery były jeszcze takie jak w N-II, ale drugi stopień z silnikiem LE-5, paliwo drugiego stopnia, trzeci stopień na paliwo stałe i system naprowadzania były już produktami japońskiej technologii. Czyli nie: „budujemy od zera wszystko naraz”, tylko: „ten fragment już umiemy, ten zaraz będziemy umieli, a tu jeszcze chwilę korzystamy z gotowego rozwiązania”. To kosmiczna wersja nauki jazdy: najpierw instruktor trzyma rękę przy hamulcu, potem już tylko patrzy nerwowo, aż w końcu wysiadasz sam i jedziesz na autostradę.

Zdjęcie startującej rakiety H-I. Źródło JAXA

Wielki symboliczny skok nastąpił w 1994 r., kiedy po raz pierwszy udanie poleciała H-II. I tu już mamy coś bardzo ważnego: pierwszy stopień H-II miał duży silnik LE-7, spalający ciekły wodór i ciekły tlen, a drugi stopień używał silnika LE-5A. Czyli Japonia jak najbardziej miała dużą rakietę z ciekłopaliwowym sercem już w latach 90. Tyle że H-II nadal startowała z pomocą dwóch stałych boosterów SRB.

Zdjęcie startującej rakiety H-II. Źródło JAXA

Potem przyszła H-IIA, używana od 2001 r. bardzo udana, niezawodna i przez lata podstawowa japońska rakieta. Ona również była konfigurowana z użyciem stałych boosterów SRB-A. W dokumentacji JAXA wprost podano, że H-IIA mogła występować w różnych konfiguracjach przez instalowanie dodatkowych boosterów na paliwo stałe. Czyli nadal obowiązywała filozofia: ciekłopaliwowy rdzeń plus stałe „kopniaki” na starcie.

Jeszcze mocniejsza H-IIB miała dwa ciekłopaliwowe silniki LE-7A w pierwszym stopniu i cztery boostery SRB-A przyczepione do korpusu. To był już prawdziwy kosmiczny kulturysta, zaprojektowany do cięższych zadań, m.in. do wynoszenia statków zaopatrzeniowych HTV.

Zdjęcie startującej rakiety H-IIB. Źródło JAXA

I właśnie dlatego przy H3-30S nie chodzi o to, że Japonia nagle odkryła paliwo ciekłe. Chodzi o to, że po raz pierwszy duża japońska rakieta orbitalna poleciała bez stałych boosterów, tylko na głównych silnikach ciekłopaliwowych pierwszego stopnia. To niby drobna różnica, ale w rakietach „niby drobna różnica” często oznacza przebudowę procedur startowych, infrastruktury naziemnej i całej filozofii lotu.

Najciekawszy technicznie detal dotyczy tego, co dzieje się jeszcze przed oderwaniem od ziemi. W wariantach z boosterami stałymi rakieta ma przy sobie dodatkową masę i dodatkowy startowy „kop”. W H3-30S tego nie ma. Dlatego pojazd trzeba było przytrzymać na wyrzutni, aż trzy silniki LE-9 poprawnie się uruchomią. JAXA opisuje to jako hold-down system: system, który trzyma rakietę do momentu potwierdzenia, że silniki ciekłopaliwowe wystartowały prawidłowo. Dopiero wtedy można powiedzieć: dobra, smok obudzony, puszczamy smoka.

Japońska rakieta H3 przed startem i podczas debiutanckiego lotu z satelitą DAICHI-3. Nie martwcie się językiem — są napisy po angielsku. Źródło JAXA

I teraz przenieśmy się na chwilę do Polski, bo ciekłopaliwowe rakiety nie są tylko domeną agencji kosmicznych z budżetami wielkości gospodarki małego księstwa.

Zespół AGH Space Systems opracował rakietę Turbulencja, opisywaną jako pierwsza polska studencka rakieta z napędem na paliwo ciekłe. Konstrukcja wykorzystuje etanol i podtlenek azotu, ma 4,5 m długości, 20 cm średnicy, około 60 kg masy przed tankowaniem i około 80 kg po zatankowaniu. Jej silnik to Zawisza4000. W lipcu 2025 r. Turbulencja odbyła udany debiutancki lot w Toruniu i osiągnęła apogeum około 4900 m.

Młodzi WIELCY ludzie projektu Turbulencja. Źródło spacesystems.agh.edu.pl

Drugi projekt to R7 „Together” zespołu PWr in Space z Politechniki Wrocławskiej. To również konstrukcja ciekłopaliwowa, wykorzystująca etanol jako paliwo, podtlenek azotu jako utleniacz i azot jako gaz doprężający w systemie typu pressure-fed. Rakieta ma 4,58 m długości, waży ponad 57 kg, a jej silnik osiąga maksymalny ciąg około 3600 N. W maju 2026 r. R7 Together wystartowała podczas zawodów FAR-OUT 2026 na pustyni Mojave, a zespół PWr in Space wygrał trzy konkurencje i zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej swojej grupy.

I jeszcze więcej WIELKICH młodych ludzi. Źródło pwr.edu.pl

Oczywiście: to zupełnie inna skala niż H3. JAXA wysyła satelity na orbitę, studenci walczą o kilka kilometrów pułapu. Ale zasada zachwytu jest podobna. Napęd ciekłopaliwowy to nie jest zabawa w stylu: odkręcamy korek, lejemy paliwo „pod sam rant”, przykładamy zapałkę od dołu i jakoś to będzie. Nie będzie. To jest piekielnie wymagające połączenie inżynierii, fizyki i chemii: zbiorniki, zawory, ciśnienia, zapłon, procedury, bezpieczeństwo i jeszcze pytanie, czy całość poleci tam, gdzie chcemy, a nie tam, gdzie akurat ma ochotę. I właśnie dlatego tak mnie to cieszy. Bo robią to „nasi” zdolni młodzi ludzie. Tak, kurczaki, trzymać!

Taki sobie „memik na szybko” z kadrem inspirowanym filmem „Kiler-ów 2-óch”

Wracając do Japonii: H3-30S była więc nie tyle „pierwszą japońską rakietą na paliwo ciekłe”, ile pierwszym udanym startem dużej japońskiej rakiety orbitalnej w wariancie bez stałych boosterów. Wcześniej Japonia miała N-I, H-I, H-II, H-IIA, H-IIB i wcześniejsze loty H3. Był to już ósmy start H3 w ogóle, ale pierwszy lot konfiguracji trójsilnikowej, a AP podkreśla, że wariant „30” ma być tańszą konfiguracją, zwiększającą konkurencyjność Japonii na rynku wynoszenia ładunków.

Zakończenie próby generalnej na mokro (F-0) rakiety nośnej H3. Źródło JAXA

Przyznam, że samo przejście od lotów „dla idei”, prestiżu i narodowej ambicji do lotów komercyjnych, w których pojawia się pojęcie optymalizacji kosztów, nadal brzmi trochę dziwnie. Kosmos przez lata kojarzył się z romantycznym „sięgamy gwiazd”, a nie z arkuszem kalkulacyjnym i pytaniem, czy da się taniej wynieść ładunek na orbitę. Ale może właśnie taka jest dorosłość astronautyki: mniej fanfar, więcej procedur, więcej kalkulacji, więcej konkurencji.

Grafika z obcymi, bo bez nich kosmos jest jakiś taki pusty. Wygenerowane przez AI dla Ekscynatorium.pl. Domena publiczna.

Oby tylko w tym wszystkim nie zgubić romantycznej części. Bo rakieta może być tańsza, bardziej modułowa i zoptymalizowana pod rynek, ale gdy odrywa się od Ziemi, nadal robi to samo, co zawsze: przypomina nam, że jesteśmy gatunkiem małp, które tak długo patrzyły w niebo, aż w końcu zaczęły budować ogniste drabiny.

Do następnego artykułu
Aleksander Marcin Sanetra

By Aleksander Sanetra

Cześć! Nazywam się Aleksander Marcin Sanetra, jestem pasjonatem nauki, technologii, sztuki i życia, a także twórcą, pisarzem i copywriterem. Moje zainteresowania są niezwykle szerokie i obejmują takie dziedziny jak historia, fizyka kwantowa, astrofizyka, filozofia, elektronika, retro elektronika oraz wiele innych. Prowadzę interdyscyplinarny blog, który ma na celu inspirowanie i edukowanie, pokazując, że nauka może być nie tylko pouczająca, ale także fascynująca. Odważysz się wejść w mój świat, który (notabene) jest i twoim światem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *